Reklama

AD1A PZO 2026 [13.05-09.06.26]

Polska traci miliony metrów sześciennych wody przez dziurawe sieci

Polska traci miliony metrów sześciennych wody przez dziurawe sieci depositphotos
Adam Mitura, ZM
29.04.2026, o godz. 14:24
czas czytania: około 6 minut
0

Choć sezon suszy dopiero się zaczyna, problem niedoboru wody w Polsce już jest widoczny. I nie chodzi tylko o brak opadów – w niektórych systemach wodociągowych nawet 60 proc. uzdatnionej wody znika, zanim trafi do odbiorców. Jak to możliwe?

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

ad1b ECOMONDO [01.06-30.06.26]

Problemem jest przestarzała infrastruktura wodno-kanalizacyjna i nieszczelności, których nie widać gołym okiem. Utrata ogromnych ilości wody to zarówno problem środowiskowy, jak i ekonomiczny, bo drenuje kieszenie mieszkańców, ale też przemysłu oraz samorządów.

Z opublikowanego 12 marca przez Państwowy Instytut Geologiczny komunikatu wynika, że niżówka hydrologiczna, czyli utrzymywanie się wód podziemnych poniżej stanu niskiego ostrzegawczego, prognozowana jest m.in. w woj. podlaskim, mazowieckim, lubelskim, kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim, łódzkim i świętokrzyskim. Problem może jednak lokalnie dotyczyć także innych obszarów kraju.

Dziurawa infrastruktura

Z roku na rok zasoby dostępnej wody kurczą się. OECD wskazuje, że na jednego mieszkańca Polski przypada około 1500 m sześc. odnawialnych zasobów słodkiej wody rocznie, czyli niemal trzykrotnie mniej niż wynosi średnia europejska. W latach suchych, to zaledwie 1,1 tys. m sześć. Polska znajduje się więc blisko progu stresu wodnego, który wynosi 1,7 tys. m sześć.

Niedobór wody to problem, który dotyczy nie tylko gospodarstw domowych, ale całej gospodarki. Oznacza straty w plonach, droższą żywność, wyższe ceny energii i ryzyko spowolnienia produkcji w branżach o wysokim zapotrzebowaniu na wodę. Według Komisji Europejskiej straty gospodarcze związane z suszami w UE przekraczają już 9 mld euro rocznie, a trend jest rosnący. Tę sytuację z roku na rok pogarszają nie tylko zmiany klimatyczne i deficyt opadów, ale też przestarzała infrastruktura wodno-kanalizacyjna. To ona sprawia, że rocznie tracimy ogromne ilości wody. I o ile na klimat mamy relatywnie niewielki wpływ, to na poprawę efektywności wodnej i energetycznej już ogromny.  

Marnuje się nawet 6 na 10 litrów wody

W sektorze wodociągowym straty przekraczające około 20 proc. produkcji wody uznaje się za wysokie. Tymczasem w Polsce, w części systemów, zwłaszcza starszych, zdarzały się okresy, gdy sięgały one nawet 60 proc. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźmy sobie, że stacja uzdatniania produkuje 1000 m sześc. wody. Jeśli strata sięga 30 proc., to 300 m sześc. nie trafia do odbiorcy. Woda, która wcześniej została wydobyta, uzdatniona i wtłoczona do sieci, po drodze gdzieś „ginie”. – To czysta strata nie tylko wody, ale też energii i pieniędzy na utrzymanie całego systemu – tłumaczy Bartosz Stasiak z biznesu Automatyki ABB.

Dostępne dane NIK pokazują, że w 2022 r. straty wody w sieciach wodociągowych w Polsce wyniosły ok. 306 992 dam sześc., czyli około 307 mln m sześc. Najwyższy udział strat odnotowano w woj. małopolskim (23,0 proc.), dolnośląskim i świętokrzyskim (po 20,4 proc.). W liczbach bezwzględnych najwięcej wody traciły województwa mazowieckie (41,1 mln m sześc.), małopolskie (38,2 mln m sześc.) i dolnośląskie (35,0 mln m sześc.). Jeśli zestawić to z faktem, że w tym czasie gospodarstwa domowe zużyły 1 286 m sześc. wody, to okaże się, że marnuje się mniej więcej co czwarty litr wody. 

Skalę problemu dobrze pokazuje pojedyncza nieszczelność. Otwór o wymiarach kilku milimetrów może powodować stratę około 8 m sześc. wody dziennie, czyli niemal 3 tys. m sześc. rocznie. Przy obecnych taryfach oznacza to dziesiątki tysięcy złotych strat w jednym miejscu. W dużych systemach wodociągowych przekłada się to na wolumeny liczone w setkach tysięcy metrów sześciennych rocznie – zwraca uwagę ekspert ABB. Co jednak jeszcze ważniejsze – nie jest to sytuacja jednorazowa, ale stan utrzymujący się. Gwoli sprawiedliwości – to problem nie tylko polski, ale globalny. Według Banku Światowego globalnie straty wody w sieciach sięgają 30%, co oznacza ponad 120 mld m³ wody traconej rocznie – ilość, która mogłaby zaopatrzyć setki milionów ludzi.

Monitoring pozwala zmniejszyć straty

Z danych Międzynarodowej Agencji Środowiska wynika, że za największe zużycie wody odpowiadają cztery sektory: energetyka (chłodzenie elektrowni) – 36%, rolnictwo – 29%, zaopatrzenie publiczne, w tym turystyka – 19% oraz przemysł – 14%. Wszystkie mają potencjał do redukcji poboru wody. W energetyce jest on najwyższy i sięga nawet 45-95%., ale i w zaopatrzeniu publicznym szacunki mówią nawet o 20-50% redukcji. To bardzo dużo. Zwłaszcza w Polsce, gdzie duża część infrastruktury powstała jeszcze w latach 70. i dziś zbliża się do 50-60 lat eksploatacji.

Dobra informacja jest taka, że technologia pozwala dzisiaj na precyzyjny monitoring zużycia wody i szybkie wykrywanie anomalii, a kilkadziesiąt polskich miast inwestuje w nowoczesne systemy, które mają lokalizować wycieki w instalacjach wodnych.

– Podział na strefy pomiarowe pozwala dokładnie określić, ile wody wpływa do danego obszaru i gdzie pojawiają się straty. Analiza przepływów, szczególnie nocnych, umożliwia szybkie wychwycenie nieprawidłowości. Precyzyjne systemy pomiarowe wykrywają nawet bardzo niewielkie przepływy, skracając czas reakcji i ograniczając skalę strat zwraca uwagę Bartosz Stasiak z ABB, który tylko w ubiegłym roku dostarczył systemy monitorujące przepływ wody do 20 miejskich spółek.

Wodociągowi operatorzy zdają sobie z tego sprawę, co pokazuje m.in. przykład Wrocławia, który 148 mln zł dotacji z unijnego programu FEnIKS zainwestował m.in. w rozbudowę inteligentnego systemu zarządzania siecią. Do końca marca trwa nowy nabór wniosków w ramach kolejnej edycji programu. Budżet wynosi 720 mln zł, ale i tak potrzeby samorządów są niewspółmierne do proponowanego wsparcia.

Zaawansowane procedury oszczędzania wody w dużych miastach

W 2025 roku program modernizacji wodociągów „Woda do spożycia” objął 33 projekty. Rzeszowskie wodociągi wdrożyły skomplikowany system detekcji wycieków. Zaawansowane rozwiązania i procedury w zakresie oszczędności wody posiadają miejskie spółki w Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu.

– To już ogólnopolski trend modernizacji, która ma ograniczyć straty hektolitrów wody. W pewnym momencie, z powodu starzejącej się infrastruktury i trudnych do wykrycia ludzkim okiem nieszczelności, spółkom miejskim przestały bilansować się nie tylko zasoby wodne, ale i związane z tym finanse. Inwestycje w technologie ograniczające wycieki stały się koniecznością – mówi Bartosz Stasiak z ABB.

Dobrze pokazuje to przykład Lublina, gdzie MPWiK od lat rozwija diagnostykę sieci m.in. z wykorzystaniem przepływomierzy. Poważna diagnostyka została tam uruchomiona w 1997 r. Wtedy straty wody wynosiły 17,4 proc. W 2025 r. spadły one do 5,48 proc. Pierwsze strefy DMA, czyli wydzielone obszary sieci wodociągowej, w których precyzyjnie monitoruje się przepływ i ciśnienie wody wdrożono w 2006 r., a pięć lat temu takim podziałem objęto cały Lublin. Dziś system obejmuje 36 stref DMA i 90 przepływomierzy. Operator nadal dzieli jednak największe rejony na mniejsze, rozwija zdalny odczyt u odbiorców i równolegle wymienia infrastrukturę.

Sama strefa DMA daje już bardzo dużo, ale jeszcze nie umożliwia znalezienia awarii. Dopiero gdy rejony są odpowiednio małe i dobrze opomiarowane, możemy szybko zawężać obszar poszukiwań. Tam, gdzie strefy są właściwie skonfigurowane, większość awarii znajdujemy w ciągu od jednego do trzech dni. Dlatego taki system trzeba stale rozwijać, dzielić największe obszary na mniejsze i łączyć dane z przepływomierzy z danymi od odbiorców – mówi Piotr Warda, kierownik Działu Diagnostyki Sieci w MPWiK Lublin.

Brak kadr to coraz większy problem

Modernizacja sieci wodno-kanalizacyjnej i inwestycje w technologie potrzebne są z jeszcze jednego powodu: braku kadr. Utrzymanie sieci wymaga dziś specjalistów, którzy potrafią analizować dane, planować inwestycje i reagować na problemy infrastrukturalne. Tymczasem przedsiębiorstwa wodociągowe coraz częściej wskazują, że o takich pracowników jest trudno. Z tego powodu rośnie znaczenie automatyzacji: cyfrowego monitoringu sieci i narzędzi analitycznych, które pozwalają wcześniej identyfikować problemy i planować modernizację z wyprzedzeniem.

GUS podaje, że na koniec 2024 r. długość sieci wodociągowej w Polsce wyniosła 343,9 tys. km. To pokazuje skalę infrastruktury, którą trzeba utrzymywać i monitorować.

Według ubiegłorocznego rankingu Water City Index 2025, najlepiej z wodą radziły sobie (pod względem wielkości miast): Łódź, Gdynia i Mrągowo. Najgorzej: Poznań, Legnica i Sandomierz, przy czym indeks wziął pod uwagę wiele parametrów. „Triumf Łodzi można odczytać jako rezultat długoletnich inwestycji i konsekwentnej polityki zarządzania wodą. Miasto historycznie borykało się z ograniczonymi zasobami wód powierzchniowych, a jednak dzięki projektom retencyjnym i modernizacji sieci wodociągowej zdołało wzmocnić odporność wodną miasta oraz poprawić jakość życia mieszkańców” – stwierdzają autorzy raportu.

 

Udostępnij ten artykuł:

Reklama

ad2 pk plus [od 02.09.25]

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.
Reklama

ad2 KGO kompleksowa 2026 [02.06.-02.09.26]

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.
Reklama

AD1b odpady budowlane [25.04-09.06.26]

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Woda i ścieki
css.php
Copyright © 2026