Połowa Polaków ocenia źle stan powietrza w swoim mieście. 64,8 proc. zgadza się na ustanowienie w nim tzw. strefy czystego transportu. Jako główną korzyść wskazują walkę ze smogiem, mniejsze natężenie ruchu, ograniczenie hałasu i zwiększenie liczby wolnych miejsc parkingowych.

Wynika to z doświadczeń krajów zachodnich, z których żadne nie posiada tak restrykcyjnych stref, jakie zaprojektowano w Polsce. Londyn wprowadził strefę ultra-niskoemisyjną (ang. ultra low emission zone – ULEZ) dopiero w 2019 r., po 11 latach funkcjonowania strefy niskoemisyjnej (ang. low emission zone – LEZ), po której mogły poruszać się pojazdy nie tylko zero-, ale także niskoemisyjne.

Tą drogą od dłuższego czasu podążają inne europejskie metropolie. Oslo, Hamburg, Amsterdam, Paryż, Bruksela, Madryt, Helsinki, Kopenhaga czy Ateny wprowadzają zakazy dla samochodów konwencjonalnych, ograniczają ruch tranzytowy, inwestują w infrastrukturę elektromobilności, ekologiczny transport publiczny czy car-sharing.

– W walce o czyste powietrze powinniśmy być „smart followersem”, przyglądać się rozwiązaniom, które stosują inne kraje. Jednym z nich są strefy czystego transportu. Zgodnie z badaniami z czeskiej Pragi, gdybyśmy ograniczyli ruch najbardziej zanieczyszczających samochodów jedynie o 5 proc., emisje zmniejszyłyby się o 50 proc. – mówi Konrad Marczyński z Warszawskiego Alarmu Smogowego.

Więcej samochodów dopuszczonych do strefy

Również w opinii większości Polaków, katalog dopuszczonych do stref pojazdów powinien zostać rozszerzony. Popierają ideę ich tworzenia, ale w pierwszym etapie ich funkcjonowania, zakaz wjazdu powinien obejmować głównie samochody najstarsze i najbardziej emisyjne.

Średni wiek samochodu w Polsce to 13 lat. Już wymóg wyższych norm Euro dla diesli i samochodów benzynowych przyniósłby poprawę. 59,1 proc. ankietowanych uważa, że wjazd do stref czystego transportu powinien być głównie ograniczony dla najstarszych pojazdów, głównie tych wyprodukowanych przed 2002 r. Ankietowani nie zgodzili się również np. z zakazem wjazdu do strefy dla hybryd typy plug-in (56,4 proc.), a także klasycznych hybryd (52,3 proc.).

– Progresywny charakter stref, czyli stopniowe ich zamykanie na różne rodzaje napędów, ma więcej zalet. Przede wszystkim gminy będą je ustanawiać. Po drugie, będą one tworzone na większych obszarach, co będzie skuteczniejsze w walce ze smogiem. Zamykanie ruchu na niewielkim terenie, np. Starówki, może jedynie spowodować zwiększony ruch pojazdów wokół strefy, nie przyczyniając się do efektu środowiskowego i poprawy komfortu poruszania się po mieście. Po trzecie, może to w efekcie wpłynąć na świadomość społeczną i decyzje zakupowe kierowców. W obliczu realnych ograniczeń, w większym stopniu zaczną interesować się emisyjnością kupowanych pojazdów, co jest już pewnym standardem na zachodzie Europy – dodaje Łukasz Witkowski z PSPA.

Strefy zachętą do kupna aut elektrycznych

44,6 proc. ankietowanych stwierdziło, że realnie rozważyłoby zakup pojazdu elektrycznego, gdyby w ich mieście powstała strefa czystego transportu. Ich zdaniem, utworzenie strefy wpłynie na ochronę środowiska (66,4 proc.) i doprowadzi do wzrostu liczby pojazdów zeroemisyjnych w całym mieście (53,7 proc.).

– Liczba aut z roku na rok wzrasta. Dodatkowo nie ma żadnych realnych ograniczeń dla poruszania się samochodów najstarszych, które w największym stopniu przyczyniają się do obniżania jakości powietrza. Kierunkiem powinny być „miasta dla ludzi”, czyli poprawa jakości przestrzeni dla pieszych i rowerzystów oraz zmniejszanie konieczności korzystania z transportu indywidualnego, poprzez podnoszenie jakości transportu publicznego, wyznaczanie buspasów i Stref Czystego Transportu – dodaje Konrad Marczyński z WAS.

Badanie dla PSPA i WAS przeprowadziła agencja SW Research. W ramach badania przeprowadzono 2603 ankiet z mieszkańcami 13 polskich miast.

Źródło: PSPA

1
2
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj