Na koszty utylizacji osadów wpływa również dobra, przyjazna legislacja. Stąd próba udrożnienia ścieżek, dzięki którym osady można współspalać w cementowniach, w niewielkim stopniu w przedsiębiorstwach ciepłowniczych czy przetwarzać na środki poprawiające jakość gleby – mówi Krzysztof Dąbrowski, prezes Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie”.

Obszerny wywiad z Krzysztofem Dąbrowskim ukazał się w lipcowo-sierpniowym wydaniu miesięcznika „Wodociągi-Kanalizacja”. Jest dostępny też TUTAJ.

W ostatnich latach drastycznie wzrosły m.in. koszty zagospodarowania osadów ściekowych. Branża wciąż czeka na rozporządzenie w sprawie komunalnych osadów ściekowych. Zagospodarowanie osadów będzie jeszcze droższe niż obecnie?

Jak wiemy, na przełomie roku trwały istotne dla branży prace nad tym projektem. To, co budziło największe emocje, to doprecyzowanie definicji „ustabilizowany osad ściekowy” i „określenie procentu suchej masy”. Izbie udało się zaproponować pewne zapisy, które nieco liberalizują wstępne propozycje Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Właściwa gospodarka osadowa jest zdecydowanie większym wyzwaniem dla mniejszych oczyszczalni. Te duże już zdążyły zainwestować w gospodarkę osadową – dla nich coraz bardziej wyśrubowane normy dotyczące osadów są trudne, ale możliwe do osiągnięcia. W małych oczyszczalniach w ciągu roku, dwóch lat nie da się przeprowadzić inwestycji w tak zaawansowane technologie.

Wydaje się, że jeśli osady spełniają wszystkie normy narzucone rozporządzeniem, wówczas wykorzystanie ich na cele rolnicze jest rozwiązaniem, które spokojnie dalej może funkcjonować. Nie bez znaczenia jest fakt, że obecnie jest to nadal najtańsza metoda zagospodarowania osadów.

W Grudziądzu, w nowo wybudowanym zakładzie przetwarzania odpadów, znalazło się miejsce dla nowoczesnej kompostowni z bioreaktorami, a oczyszczalnia ścieków wzbogaciła się o suszarnię osadów. Przedsiębiorstwo mogło więc zagospodarowywać osady ściekowe w rolnictwie jako nawóz i w cementowniach jako element do współspalania. Jeśli przedsiębiorstwo ma zamknięte kompostownie, osady zawierające dodatkowe komponenty z odpadów zielonych mogą służyć do produkcji środków poprawiających jakość gleby. Należy jednak pamiętać, że każdy wyższy poziom przetworzenia osadów wiąże się z dodatkowymi inwestycjami, a tym samym z kolejnymi kosztami.

Na koszty utylizacji osadów wpływa również dobra, przyjazna legislacja. Stąd próba udrożnienia ścieżek, dzięki którym osady można współspalać w cementowniach, w niewielkim stopniu w przedsiębiorstwach ciepłowniczych czy przetwarzać na środki poprawiające jakość gleby.

W treści projektu rozporządzenia, które wciąż jest procedowane, znalazła się propozycja rozszerzenia listy procesów stanowiących o kryteriach stabilizacji, m.in. o wymienione metody. Jeśli stworzymy te ścieżki i damy realny wybór przedsiębiorstwom wodociągowo-kanalizacyjnym, wtedy istnieje szansa, że koszty utylizacji osadów nie będą wzrastać w sposób drastyczny.

Nad Polską wciąż wiszą groźby kar za niespełnienie wymogów dyrektywy ściekowej. Czy przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne mają w tym temacie jakieś zaniedbania? Czy mogły w tym zakresie zrobić więcej?

Ta sytuacja nie jest zero-jedynkowa. Na pewno można było zrobić więcej, ale wracam do kwestii, którą wielokrotnie podkreślam: Polska przez lata zrobiła olbrzymi postęp w rozwoju infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej.

Jeśli mamy już szukać zaniedbań, to widziałbym je przed laty (2003–2004) w niewłaściwym oszacowaniu potrzeb branży wod-kan i tym samym niekorzystnym implementowaniu niektórych dyrektyw unijnych. Gdy podpisywaliśmy traktat akcesyjny, okres 2015–2021 wydawał się bardzo odległy, mieliśmy nadzieję, że wszystkie zobowiązania uda się spełnić. Chcąc jak najszybciej uzyskiwać efekty, Fundusz Spójności został skonstruowany w sposób, który promował rozwój dużych inwestycji (w oczyszczalnie i kanalizację sanitarną – zadania powyżej 10 mln euro) i duże aglomeracje. Te mniejsze zostały nieco z tyłu. Obecnie czekamy na szóstą aktualizację KPOŚK. Mamy nadzieję, że pozwoli ona realizować inwestycje ze wsparciem środków UE także w małych miejscowościach.

Wracając jednak do odpowiedzi na pytanie: pewnie zdarzały się przypadki, że część winy leżała po stronie przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, ale w zdecydowanej większości to jednak legislacja centralna, gminne uwarunkowania i możliwości finansowe w gminach nie zawsze stymulowały do rozwoju infrastruktury kanalizacyjnej.

Wróćmy do pana aktywności na nowym stanowisku. Jak będą wyglądały pana najbliższe miesiące? Czym chce się pan zająć w pierwszej kolejności?

Po pierwsze będę kontynuował w bieżącym roku wszystkie te zadania, które zostały zatwierdzone przez Radę Izby.

Zależy mi też, żeby najszybciej nawiązać kontakt z przedstawicielami Wód Polskich. Już teraz trzeba zacząć pracować nad kolejnym, trzyletnim okresem taryfowym, żeby wypracować rozwiązania, które w przyszłości pozwolą uniknąć napięć, z jakimi obecnie mamy do czynienia.

Z powodu pandemii kolejny rok nie byliśmy w stanie zorganizować Międzynarodowych Targów Maszyn i Urządzeń dla Wodociągów i Kanalizacji „WOD-KAN”. W tym roku organizujemy je wirtualnie, trwają cały rok i dostępne są na platformie, którą nazwaliśmy Targi 2.0. We wrześniu odbędzie się walne zgromadzenie członków Izby, będzie wybierana nowa Rada.

Ruszyły prace zespołu pracującego nad implementacją dyrektywy w sprawie jakości wody, trzeba rozpocząć prace nad zmianą modelu finansowania i zarządzania kanalizacją deszczową, toczą się sprawy dotyczące dyrektywy ściekowej i osadowej, zmian Prawa wodnego, trwa aktualizacji szóstej KPOŚK. Już dziś mogę stwierdzić, że w czasie mojej kadencji pracy będzie sporo. Miejmy tylko nadzieję, że zdrowie dopisze, a życzliwość branży będzie tak duża, jak na jej początku.

Czytaj więcej

Skomentuj