Tylko niespełna sto gmin spośród prawie 2,5 tys. rozliczyło się do tej pory z opłat za utraconą retencję. W ciągu pierwszego półrocza do kasy Wód Polskich wpłynęło z tego tytułu tylko niewiele ponad 300 tys. zł. Jednostka zapowiada, że będzie apelować do samorządów i wojewodów o uszczelnienie systemu opłat retencyjnych.

Wpływy z opłat za utraconą retencję mają być przeznaczone na bieżące utrzymanie infrastruktury zagospodarowania wód opadowych i roztopowych. Obowiązek poboru takich opłat nałożyło na samorządy Prawo wodne, które weszło w życie od początku tego roku. Wcześniej samorządy mogły, ale nie musiały jej pobierać.

Opłaty tylko dla dużych

Obowiązek wnoszenia opłaty za zmniejszenie naturalnej retencji nie dotyczy wszystkich. Uiszczać ją mają tylko właściciele czy użytkownicy dużych gruntów o powierzchni co najmniej 3,5 tys. m kw., którzy zabudowali swoje działki w co najmniej w 70 proc. Są to m.in. wspólnoty mieszkaniowe, sklepy, deweloperzy, parkingi, zajezdne, place składowe czy terminale przeładunkowe. Stawki sięgają od 5 do 50 groszy za metr kw. rocznie. Ustalane są przez władze samorządowe, a ich wysokość zależy m.in. od tego, czy na działkach są urządzenia retencyjne

Kiedy nowe przepisy wchodziły w życie, zakładano, że opłaty za wody opadowe przyniosą blisko 400 mln zł. Tymczasem pierwsze półrocze obowiązywania nowych przepisów pokazuje, że ich ściągalność jest na bardzo niskim poziomie.

– Do piątego lipca na konto Wód Polskich wpłynęło łącznie ponad 307 tys. zł z tytułu tej opłaty. Wpłat dokonało 90 spośród 2478 gmin w Polsce – informuje Magdalena Romaniuk z Wód Polskich.

Znikome wpływy

Wiele gmin tłumaczy się tym, że nałożono na nie nowe obowiązki, a nie przyznano wystarczających środków na ich wykonanie. Przepisy stanowią bowiem, że 90 proc. wpływów z podatku od deszczu samorządy mają przekazywać do rządowej instytucji Wody Polskie, a tylko 10 proc. zostawić sobie. Tymczasem zdaniem wielu włodarzy gmin samorządy lokalne, które są zobowiązane do pobierania opłat, powinny dostawać co najmniej 20 proc. wpływów z pobieranych opłat.

Wpływy z opłat za utraconą retencję mają zachęcić samorządy do inwestowania w zbiorniki retencyjne, kanalizację deszczową czy urządzenia zapobiegające lokalnym podtopieniom. Robi to już wiele firm, m.in. po to, by uniknąć zalania parkingu czy galerii handlowej.

Opłaty dotyczą tylko obszarów, które nie są ujęte w system kanalizacji otwartej i zamkniętej, co oznacza, że opłaty nie zostały nałożone np. na sklepy wielkopowierzchniowe, spółdzielnie wspólnoty mieszkaniowe i inne podmioty, które korzystają z tej kanalizacji.

Prawo wodne przewiduje zwolnienia od obowiązku ponoszenia opłaty za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej poprzez jezdnie dróg publicznych oraz drogi kolejowe, z których wody opadowe lub roztopowe są odprowadzane do wód lub do ziemi przy pomocy urządzeń wodnych umożliwiających retencję lub infiltrację tych wód. Zwolnione z tych opłat są również Kościoły i związki wyznaniowe.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

1 Komentarz

  1. Jak Wody Polskie chcą więcej pieniędzy z tej opłaty to niech same ją pobierają, zobaczymy ile zbiorą…Jak ktoś wprowadza idiotyczne przepisy i później wydaje jeszcze bardziej głupawe opinie, jak pobierać te opłaty to niech się nie dziwi że efekt jest mizerny. A jak obliczyli te 400 milionów wpływu, na bazie jakich danych ???

Skomentuj