Czy niekoszona, „dzika” zieleń w mieście to oznaka zaniedbania… czy niewykorzystany potencjał? Coraz więcej samorządów zaczyna patrzeć na tzw. czwartą przyrodę nie jak na problem, ale jak na narzędzie wspierające adaptację do zmian klimatu i optymalizację kosztów utrzymania zieleni.
MP3Posłuchaj tego artykułu
Wykup subskrypcję, aby odsłuchać artykuł w formacie audio.
Współczesne miasta coraz częściej stają przed koniecznością rewizji podejścia do zieleni. Tradycyjny model utrzymania terenów zieleni – oparty na pełnej kontroli i wysokich standardach pielęgnacyjnych – przestaje być wystarczający. W tym kontekście w debacie coraz częściej pojawia się pojęcie czwartej przyrody – rozumianej jako roślinność spontaniczna, rozwijająca się poza planowym zagospodarowaniem, często na terenach zdegradowanych, porzuconych lub czasowo niewykorzystywanych. Czy czwarta przyroda powinna być traktowana jako problem wymagający eliminacji, czy raczej stanowić pełnoprawny komponent systemu przyrodniczego miasta, który przy odpowiednim rozpoznaniu i zarządzaniu może wspierać realizację zadań samorządu w sposób efektywny kosztowo i środowiskowo?
Geneza pojęcia
Określenie „czwarta przyroda” wywodzi się z niemieckiego terminu „Vierte Natur”, funkcjonującego w refleksji nad krajobrazem i urbanistyką Europy Środkowej. Najczęściej przywoływane jest w kontekście koncepcji zaproponowanej przez Ingo Kowarika, który analizował różne formy obecności przyrody w mieście. W jego ujęciu można wyróżnić kolejne „typy” natury: przyrodę pierwotną (nieprzekształconą przez człowieka), przyrodę kulturową (kształtowaną przez tradycyjne użytkowanie), przyrodę urządzoną (świadomie projektowaną, np. parki i zieleńce) oraz właśnie czwartą przyrodę – rozwijającą się spontanicznie w warunkach silnej antropopresji.
Pojęcie czwartej przyrody pojawiło się ja...
Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!
Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?