Posesje przy ulicy Kusocińskiego w Busku-Zdroju podczas letnich ulew były zalewane przez ścieki, które płynęły po podwórkach i ulicach. Mieszkańcy chcą złożyć zawiadomienie do prokuratury i CBA. Miasto twierdzi, że ilości wody, jaka spadała latem nie byłaby w stanie przyjąć żadna instalacja, a poza tym ludzie kierują deszczówkę do rur z nieczystościami, co jest nielegalne.

Podczas ulew, które wystąpiły latem tego roku Busko-Zdrój zamieniło się w wielkie jezioro. Szczególnie trudna sytuacja była na ulicy Kusocińskiego, gdzie zalane zostały całe posesje. Mieszkańcy skarżą się, że po ustąpieniu wody na podjazdach i podwórkach znajdowali kawałki kału, zużyte prezerwatywy, podpaski i pieluchy. Ich zdaniem, modernizacja kanalizacji sanitarnej, odprowadzającej ścieki, która została przeprowadzona w ubiegłej dekadzie była źle zrobiona, dodatkowo mogło tam dojść do przestępstw.

– Sprawa wyszła na jaw podczas letnich nawalnych deszczy. W momencie, kiedy zaczyna lać deszcz, z połowy Buska spływają do nas wody opadowe. Wtedy z kanalizacji sanitarnej zaczyna wybijać woda. Zalewa całą dzielnicę i wszystko jest podtopione. Wylewa się nawet 800 metrów dalej, przelewa się przez ogrodzenia, wlewa się do piwnic, na podwórka i do garaży. Dotarliśmy do dokumentów, które pokazały, jak niepoważnie miasto podeszło do problemu. W umowie z firmą było zapisane, że podczas remontu miała być użyta specjalna technologia, dzięki której nie trzeba będzie rozkopywać całej ulicy – mówią mieszkańcy ulicy Kusocińskiego.

Za dużo pieniędzy

Według informacji zebranych przez mieszkańców koszt robót miał być duży, bo ok. 4,7 mln złotych, ale brak wykopów to znaczne udogodnienie. Umowa miała jednak być skonstruowana w ten sposób, że jeśli wystąpią jakieś trudności, możliwa jest zmiana technologii, za tę samą cenę. Według interpretacji mieszkańców ul. Kusocińskiego rura odprowadzająca wodę po remoncie miała mieć 50 centymetrów średnicy, w rzeczywistości ma zaledwie 25 cm. Zmiana technologii miała miejsce, ale za gorzej wykonaną pracę gmina zapłaciła po staremu 4,7 mln. Dziwią się na co miasto wydało 4 mln zł, bo twierdzą (po rozmowach z pracownikami firm zajmujących się budową kanalizacji), że takie roboty warte są najwyżej 700 tys. zł. Sprawa w przyszłym roku ma trafić do prokuratury i CBA. Mieszkańcy zalewanej ulicy kompletują dokumenty, zawiadomili również Wojewódzką Inspekcję Sanitarną, Wody Polskie, Urząd Miasta i Gminy i Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Busku.

– Inspektorat podjął działania kontrolne. Miasto zarzuca nam, że nielegalnie podpinamy wodę z rynien do kanalizacji sanitarnej, stąd problemy z przelewaniem się ścieków. To nieprawda. Nawet jeśli ktoś tak postąpił, to gmina powinna to wykryć i nałożyć odpowiednie kary – mówią.

Burmistrz ripostuje

Miejski samorząd potwierdza, że kontrola rzeczywiście została przeprowadzona, ale wykazała, że prawie wszystkie budynki na tej ulicy mają podłączoną kanalizację deszczową do sanitarnej.

– Niech mieszkańcy nie dziwią się, że później jest taka sytuacja. Prowadziliśmy tam cztery lata temu postępowanie, sprawa została zgłoszona do prokuratury. Niestety po drodze gdzieś ugrzęzła, prokuratura uznała, że nasze zawiadomienie jest bezzasadne. Nie wiem dlaczego. Po tych podtopieniach w lipcu i sierpniu, woda zalała pół miasta, dotarła do Stawu Niemieckiego, kilka dni spływała. To były przyczyny zalewania posesji – mówi Waldemar Sikora, burmistrz Buska-Zdroju.

Miasto przygotowuje się do kolejnych działań, które mają znacząco poprawić sytuację mieszkańców i zapobiegać w przyszłości zalewaniu ulic.

– W przyszłym roku będziemy robić kompleksową diagnozę sytuacji z kanalizacją od ulicy Uchnasta do Waryńskiego. Zamierzamy rozwiązać ten problem kompleksowo – mówi burmistrz.

Wszystko udokumentowane

Stanowisko samorządu podtrzymuje również miejska spółka komunalna twierdząc, że przy katastrofalnej wręcz ilości opadów, każda kanalizacja nie będzie pracować wystarczająco wydolnie.

– Nad modernizacją kanalizacji czuwali inżynier kontraktu, projektant, a także Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Wszystko jest w dokumentach, nie ma tam żadnych uchybień. To, że w latach 60. ubiegłego wieku ktoś napisał w papierach, że rura ma 50 centymetrów, a w rzeczywistości jest 25, to nie nasza wina. Dopiero w momencie, kiedy podejmujemy prace okazuje się, co jest naprawdę pod ziemią – mówi Krzysztof Kryczka, szef Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Busku-Zdroju.

Mieszkańcy ul. Kusocińskiego zamierzają jednak zawiadomić prokuraturę i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Nad samorządem zdaje się zatem wisieć widmo wzmożonych kontroli i dochodzeń.

– Proszę, niech składają zawiadomienie. Ja nie mam nic do ukrycia – mówi burmistrz Waldemar Sikora..

Czytaj więcej

Skomentuj