Nikt nie wie ile ścieków nielegalnie ląduje w ziemi. Te ilości można tylko szacować, a szacunki nie napawają optymizmem. W gminach zdarzają się przypadki, że do zlewni wywożone jest… 0% ścieków – piszą autorzy raportu przygotowanego przez Agencję Wspierania Ochrony Środowiska.

Zauważają oni, że wiedzy na temat ilości ścieków, które wywożone są nielegalnie nie posiadają żadne organy państwowe, ani Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Ministerstwo Infrastruktury, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, PGW Wody Polskie, a ani Główny Inspektorat Ochrony Środowiska.

Raporty Najwyższej Izby Kontroli i wyniki kontroli przeprowadzanych przez służby Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska pokazują, że gminy mają tylko  szczątkową wiedzę na temat ilości produkowanych i ścieków wywożonych przez mieszkańców.

„Zdarzają się przypadki, że wywożone jest na zlewnie 0% wytworzonych na terenie całej gminy ścieków. Bywa tak, że gminy nie prowadzą żadnej ewidencji pomimo ciążącego na nich obowiązku. W 90% ewidencje zawierają tylko nazwisko i adres mieszkańca, co nie daje żadnej istotnej wiedzy o utylizacji nieczystości. Warto przeczytać tylko kilka stron podsumowania wyników kontroli NIK, aby zacząć traktować problem na serio” – czytamy w komunikacie do raportu.

Łamiemy zobowiązania

Polska przystępując do Unii Europejskiej zobowiązała się, że od 1 stycznia 2016 r. (po ponad 10-letnim okresie przejściowym) będzie przestrzegać Dyrektywy Ściekowej UE. Do końca 2020 r. 1285 aglomeracje nie spełniały warunków Dyrektywy. Do 26 lutego 2021 r., „(…) po wyznaczeniu do końca roku aglomeracji w myśl nowych przepisów prawa wodnego przez Rady Gmin, dalej 587 aglomeracji łamie zapisy dyrektywy ściekowej (pomimo ich pozytywnego uzgodnienia przez PGW Wody Polskie!). O jakości gospodarki wodno-ściekowej na obszarach wiejskich to w ogóle strach mówić – czytamy.

Od 1 stycznia 2018 r. Prawo wodne nakazuje dodatkowo ustanawia tam gdzie to jest konieczne, strefy ochrony pośredniej ujęcia wody (w 2011 r. wprowadzono przepisy prawa wygaszające strefy ochrony pośredniej, których konieczność ustanowienia była opisana w przepisach obowiązujących przed 2002 r.).

Autorzy zauważają, że jak dotąd tylko część gmin podjęło działania zmierzające do ich zastosowania. „Większość czeka, bo ustawa pozwala zrobić to w okresie 5 lat (okres wydłużone z uwagi na pandemię Covid-19)” – opiniują. „Jednakże na co czekać skoro i tak trzeba będzie to zrobić, a przecież chodzi o ochronę wody, którą pijemy?” – pytają retorycznie, dodając, że  raporty NIK wskazują, że przedsiębiorstwa wodociągowe mają duży problem z zachowaniem odpowiednich parametrów wody.

Udajemy, że problemu nie ma

„Zdajecie sobie Państwo sprawę, że nikt nie zastanawia się ile nieszczelnych szamb i nie badanych ścieków z przydomowych oczyszczalni znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie ujęcia wody, którą pijecie?” – czytamy AWOŚ.

Tymczasem zgodnie z art. 3 ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, gminy prowadzą ewidencję zbiorników bezodpływowych i ewidencję oczyszczalni przydomowych, która ma być prowadzona w celu kontroli częstotliwości wywozu ścieków i osadu.

„To fikcja. Jeżeli gmina nie wie ile osób faktycznie korzysta, jaką pojemność ma szambo i nie żąda umów i rachunków za wywóz ścieków na zlewnie, to skąd ma to wiedzieć? Od firm wywożących ścieki od mieszkańców? A kto jest w stanie zweryfikować ich sprawozdania?” – zauważają autorzy. „Jeżeli chcemy udawać, że nie ma problemu, to oczywiście możemy udawać. Pytanie tylko, kto za to kiedyś zapłaci. Pewnie nasze dzieci, ale co tam. Nasza chata skraja…” – podsumowują.

Czytaj więcej

Skomentuj