Od przyszłego roku w Nowej Zelandii nie kupisz plastikowej reklamówki. Plany swojego rządu ogłosiła słynąca z zamiłowania do ochrony przyrody premier Jacinda Ardern. 

Właściciele sklepów będą mieli sześć miesięcy na wycofanie plastikowych toreb. Za nieprzestrzeganie nowego prawa bezie grozić gigantyczna kara grzywny – nawet do do 100 000 dolarów nowozelandzkich (250 tys. zł). Na konferencji prasowej premier Jacinda Ardern powiedziała, że wprowadzając zakaz jej rząd chce​​ podjąć „konkretne kroki w celu zmniejszenia zanieczyszczenia tworzywem sztucznym, tak aby nie przekazywać tego problemu przyszłym pokoleniom”.

Nowa Zelandia używa obecnie ponad 750 milionów jednorazowych toreb plastikowych rocznie, co oznacza, że jeden obywatel używa ich ok.150. „Jest to góra worków, z których wiele kończy zanieczyszczając nasze cenne środowisko przybrzeżne i morskie, powodując poważne szkody dla wszelkiego rodzaju życia morskiego”, powiedziała Ardern.

Przypomnijmy, że według szacunków, przeciętny Polak zużywa ok. 300 toreb plastikowych rocznie, a zatem dwukrotnie więcej niż Nowozelandczyk. Ograniczyć to miało wprowadzenie  od początku 2018 roku opłaty recyklingowej, która doliczana jest do ceny torby foliowej w sklepie. Wprowadzając to rozwiązanie dopasowaliśmy nasz prawo do ogólnie obowiązujących zasad w krajach Unii Europejskiej.

Są jednak kraje na świecie z bardziej restrykcyjną polityką. Należy do nich m.in. Kenia, która w ubiegłym roku całkowicie wycofała plastikowe jednorazówki z użycia, a za wprowadzanie ich do obrotu, a nawet posiadanie grożą kary grzywny i więzienia.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj