Gdy rozmawiamy o zdrowiu publicznym w miastach, zwykle myślimy o dostępie do opieki medycznej, czystości powietrza czy liczbie siłowni i placów zabaw. Marek Michalski w książce „Las na receptę” zwraca uwagę na coś, co zostało wpisane głęboko w naszą biologię, a co współczesne miasta systematycznie nam odbierają – dostęp do natury. Napisałem: „odbierają”, po czym zreflektowałem się, że może już nie jest tak źle jak dawniej i mamy dziś do czynienia z procesem odwrotnym. Nie chcę jednak popadać w nadmierny optymizm i w związku z tym oddam głos Markowi Michalskiemu, bo pisze on z perspektywy dziennikarza i certyfikowanego przewodnika kąpieli leśnych, co daje publikacji unikalne połączenie rzetelności naukowej z osobistym doświadczeniem.

Deficyt natury

Problematyka, którą porusza Michalski, jest niezwykle aktualna. Żyjemy w społeczeństwie z syndromem deficytu natury. Tak to zjawisko nazwali lekarze, a sam problem coraz lepiej diagnozujemy, choć wdrażanie rozwiązań wciąż sprawia wiele trudności. Autor pokazuje, że bariery są nie tylko mentalne (natura to też brud, pająki czy kleszcze!), ale także prawne. Przepisy, które uniemożliwiają dzieciom opuszczenie przedszkola, aby się wybrudzić, czy regulacje ograniczające naturalny kontakt z lasem odcinają nas od zasobów zdrowotnych, które działają prewencyjnie lepiej niż wiele interwencji medycznych.

Nowy plan na miasta?

Książka ma praktyczne znaczenie dla planowania miast. Wsz...
Plus

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?

Wykup dostęp — 5,00 zł
Płatności obsługują: PayU BLIK

Masz już dostęp do tego artykułu?

Podaj adres e-mail użyty przy zakupie — wyślemy Ci nowy link dostępu.