Hydrolodzy prognozują, że w sierpniu czeka nas stan zagrożenia hydrogeologicznego związany z obniżaniem się poziomu wód podziemnych. Oznacza to, że w niektórych ujęciach wykorzystujących płytkie poziomy wodonośne może zabraknąć wody. Gminy apelują o oszczędność zasobów wodnych. Wraz z końcem lipca ograniczenia w korzystaniu z wody wprowadzono już w 322 miejscach w Polsce.

Chociaż na co dzień brak wody nie jest jeszcze dla nas odczuwalny, w wielu regionach kraju daje on już o sobie znać. Wiele wskazuje na to, że sytuacja hydrologiczna w najbliższym czasie będzie się pogarszać.

Państwowa służba hydrogeologiczna ogłosiła stan zagrożenia hydrogeologicznego związany z prognozowanym w sierpniu wystąpieniem niżówki hydrogeologicznej. Alert obowiązuje dla ośmiu województw. Taki stan sprawia, że wysychają małe cieki wodne, studnie, obniża się poziom wody w rzekach, opada poziom wód podziemnych.

Na obszarze województw: wielkopolskiego, lubuskiego, opolskiego, śląskiego, mazowieckiego, łódzkiego, lubelskiego oraz zachodniopomorskiego przewiduje się niskie stany położenia zwierciadła wód podziemnych, które mogą powodować występowanie niedoborów wody w indywidualnych płytkich ujęciach gospodarskich oraz w ujęciach komunalnych użytkujących pierwszy poziom wodonośny. Zagrożone nie są natomiast ujęcia eksploatujące głębsze poziomy wodonośne.

Czy będą kolejne ograniczenia?

W wypowiedzi dla Gazety Wyborczej prof. Józef Górski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wspomina, że w Wielkopolsce taka susza ostatni raz wystąpiła w latach 1989-1992, gdy wybuchały ogromne pożary lasów i także występowała niżówka. – Niżówka świadczy o słabym zasilaniu wód podziemnych, co powoduje wysychanie studni i rzek. To zjawisko ekstremalne w hydrologii – mówi.

Oznacza to, że w sierpniu może zabraknąć wody w naszych kranach, a dostawy wody do zakładów przemysłowych będą ograniczone. W kolejnych gminach mogą pojawić się ograniczenia dotyczące podlewania trawników, mycia samochodów, uzupełniania basenów ogródkowych.

Obecnie 322 polskie gminy wprowadziły takie ograniczenia (stan z 26.07.2019 r.). Mapę miejsc, które zwróciły się do swoich mieszkańców o rozsądne gospodarowanie wodą lub wprowadziły ograniczenia w jej wykorzystaniu publikuje na swoim blogu dr Sebastian Szklarek z PAN. Łódzki naukowiec wyszukuje i gromadzi takie informacje przy współpracy z czytelnikami swojego bloga.

Ratunkiem jest retencja

– Rzeki wysychają, bo z jednej strony nie ma opadów, a z drugiej strony są słabo zasilane z wód podziemnych. To w przyszłości może mieć katastrofalne skutki. Negatywnym skutkom niżówki może zapobiec mała retencja – wyjaśnia prof. Józef Górski dla GW.

Jak wyjaśnia dr hab. inż. Anna Januchta-Szostak z Politechniki Poznańskiej: – Retencja wód opadowych to absolutna konieczność i jedyny sposób na złagodzenie skutków ekstremów pogodowych, nasilających się w efekcie zmian klimatycznych i urbanizacyjnych.

– 44 miasta w Polsce mają już wprawdzie miejskie plany adaptacji do zmian klimatu, ale potrzebujemy działań systemowych: organizacyjnych, legislacyjnych i funkcjonalno-przestrzennych. Zatrzymywanie i retencja deszczówki w miejscu wystąpienia opadu nie jest wyłącznie zadaniem jednostek odpowiedzialnych za wodociągi i kanalizację. Nie da się mądrze gospodarować wodą opadową bez powiązania z planowaniem przestrzennym, bez skutecznych narzędzi prawnych i ekonomicznych, bez upowszechniania niebiesko-zielonej infrastruktury oraz ciągłego podnoszenia świadomości całego społeczeństwa – dodaje dr hab. inż. Januchta-Szostak.

Mała retencja będzie jednym z wiodących tematów poruszonych podczas konferencji „Wody opadowe – aspekty prawne, ekonomiczne i techniczne”, która odbędzie się w dniach 1-3 października 2019 r. w Poznaniu.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj