Podczas pierwszego czytania rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków wiceminister Mariusz Gajda podkreślił, że nie może zgodzić się na lobby IGWP i bronienie interesów firm wod-kan. Według niego obecnie w gminach powstał konflikt interesów.

– Większość przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych jest własnością tej samej gminy, więc powstaje poważny konflikt interesów. Ten kto ustala taryfy, sam je zatwierdza, na to nie możemy się zgodzić – mówił w swoim wystąpieniu wiceminister środowiska Mariusz Gajda.

Przypomnijmy, że nowelizacja ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków m.in. reguluje kwestię wprowadzenia tzw. regulatora cen wody. Funkcję tę pełnić mają dyrektorzy regionalnych zarządów gospodarki wodnej Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.

MTP 300 x 250

Według wiceministra Gajdy IGWP lobbowało zgodnie z interesami firm wod-kan, nie biorąc pod uwagę działalności na rzecz użyteczności społecznej, a nie tylko spółek. Jak twierdzi, projekt ustawy nie będzie rodził dodatkowych kosztów, ponieważ nie przewidziano utworzenia dodatkowych etatów w Wodach Polskich. – Proszę się nie obawiać, w Wodach Polskich na pewno nie będą pracowali Misiewicze – podsumował tę kwestię.

Taryfy według projektu nowelizacji ustawy, mają być ustalane na 3 lata. NIK ma jednak kontrolować zyski spółek wodociągowych, aby sprawdzać czy ich zarobki nie są wyższe od przewidzianej marży.

Ograniczenia dla samorządów

W 5-minutowych wystąpieniach rządowego projektu nie poparła większość klubów parlamentarnych, z wyjątkiem PiS oraz klubu Wolni i Solidarni. Według partii rządzącej regulacje nie spowodują obciążeń dodatkowymi daninami publicznymi. Ireneusz Zyska z Wolnych i Solidarnych powiedział zaś, że w obecnym systemie prawnym brakuje regulatora, który działałby tak jak w energetyce. Klub poprosił jednak o ponowne skierowanie prac do komisji.

Krystyna Skibińska z PO skrytykowała tryb, w jakim procedowana jest nowelizacja ustawy, która zgodnie z założeniem ma obowiązywać dzień po jej podpisaniu przez prezydenta.

– Żadne uwagi do projektu nie zostały uwzględnione. W projekcie są buble, takie jak taryfy ustalane na 3 lata. Cena wody wzrośnie, bo przedsiębiorstwa będą brały nadwyżki już dziś, aby wyjść na zero. Jak mając sztywne taryfy zmienić ceny wody, gdyby został, zgodnie z zapowiedziami, obniżony podatek VAT na wodę?  – pytała Skibińska.

Według niej regulator nie będzie ani wyspecjalizowany, ani niezależny, będą to partyjni nominaci wybierani bez konkursu. Z tym stwierdzeniem zgodził się Józef Brynkus z Kukiz ’15, podkreślając, że w związku z tą zmianą wszystkie podmioty poniosą straty. Jak stwierdził odbiera się gminom najważniejsze narzędzie, czyli ustalanie taryf opłat za wodę i ścieki, chociaż ich zadaniem własnym jest dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków. – Ta ustawa sprawi, że ceny będzie ustalała instytucja rządowa, która nie ponosi żadnej odpowiedzialności za realizację zadania, samorządy staną się bezwolne. Po co psuć coś, co dobrze funkcjonowało od lat. Mieszkańcy gmin mogli sami rozliczać w wyborach samorządowych tych, którzy ustalają wysokość opłat. Dziś burzy się ten ład – argumentował z sejmowej mównicy poseł Brynkus. Przedstawiając stanowisko swojego klubu parlamentarnego zaznaczył, że proponowany mechanizm regulacji jest fatalny, gdyż nie uwzględnia specyfiki gmin, co sprawi, że poniosą one straty. Jak przewiduje Kukiz ’15 skutkiem nowego prawa będzie zmuszenie gmin do subsydiowania sektora wodnego w większym stopniu, co sprawi, że w samorządach zabraknie pieniędzy na inne przedsięwzięcia.

Ustawa niezgodna z Konstytucją?

Do wzrostu cen wody i wsparcia z funduszy unijnych odniósł się poseł Marek Sowa z Nowoczesnej. – Przedsiębiorstwa wod-kan przy wsparciu UE przeprowadziły ogromne inwestycje infrastruktury wodnej. Wzrost cen wody w obliczu tak dużych inwestycji jest niewielki. Chcecie zahamować proces modernizacji Polski. Nie mieliście odwagi, żeby skierować projekt do wspólnych obrad komisji wspólnej rządu i samorządu terytorialnego. Na dodatek projekt ten łamie art. 171 i 172 Konstytucji RP, więc musi być odrzucony – mówił.

W pełni zgodził się z tym stanowiskiem Kazimierz Kotowski z PSL. W opinii jego klubu parlamentarnego samorządy traktuje się jak wroga, a nie partnera do działań. – Dlaczego wprowadza się opłaty w wysokości 500 zł dla Wód Polskich za każdą wydaną opinię? Takie ustawy hamują rozwój samorządów, inwestycje i są wyrazem braku szacunku dla suwerena, który także wybiera władze samorządowe – zaznaczył poseł Kotowski.

Przeciwni nowelizacji ustawy byli także dwaj posłowie niezrzeszeni. Jan Klawiter powiedział, że projekt jest nieprzemyślany, a rząd nie może ubezwłasnowolnić gmin, ma natomiast wypełniać zasadę pomocniczości. Według niego podawany za przykład Urząd Regulacji Energetyki często działa jednostronnie, nie jest więc dobrym wzorcem. Poseł niezrzeszony Ryszard Galla stwierdził natomiast, że nigdy ceny wody nie były drastycznie zawyżane. Jak mówił samorządowcy zawsze długo procedują nad cenami wody, często finalnie ich nie podwyższając ze względów politycznych. Poseł Paweł Skutecki, były dziennikarz, zaznaczył, że przez lata, będąc po drugiej stronie, był świadkiem politycznej walki o ceny wody, których ustalanie było elementem kampanii wyborczej. Według niego przeniesienie kompetencji w kwestii ustalania cen wody na władzę centralną, jest próbą przeniesienia tego elementu gry politycznej na arenę ogólnopolską.

Głosowanie nad uzzw ma odbyć się na dzisiejszym posiedzeniu Sejmu w bloku głosowań, a więc w godzinach popołudniowych lub wieczornych.

Czytaj więcej

Skomentuj