Miało być o plusach, skończyło się na minusach - i to liczonych całkiem konkretnie. System kaucyjny, który w założeniu ma uporządkować rynek opakowań, z perspektywy instalacji zaczyna wyglądać jak kosztowna rewolucja. W konferencji MBP entuzjazm zastąpiły ironia, sarkazm i twarde liczby.
System kaucyjny miał być impulsem do poprawy poziomów recyklingu, a tymczasem – jak pokazuje praktyka – rodzi nowe wyzwania dla instalacji komunalnych, samorządów i rynku. Coraz częściej zamiast korzyści pojawiają się pytania o realne koszty jego funkcjonowania.
Czy instalacje mechanicznego i biologicznego przetwarzania odpadów powinny stać się recyklerami? Może to być konieczne w dobie kryzysu na rynku recyklingu. Przykłady takiej transformacji przedstawili eksperci podczas konferencji „Mechaniczne i Biologiczne Przetwarzanie Odpadów. Odzysk Surowców i Energii. Efektywność Zakładów” organizowanej przez wydawnictwo Abrys.
To była sobota, wieczór, 25 października ubiegłego roku. Hala Zakładu Utylizacji Odpadów w Elblągu stanęła w płomieniach i akcja gaśnicza nie pomogła. Obiekt z wszelkimi urządzeniami za ok. 40 mln zł spłonął doszczętnie. Instalacja obsługująca 200 tys. mieszkańców w zasadzie przestała istnieć.
W "czarnym worku" kryje się niemal wszystko: od opakowań, przez bioodpady, po zabawki i baterie. Dlaczego tak wiele surowców wyrzucamy do zmieszanych i jak to zmienić? Takie pytania postawili eksperci podczas Konferencji „Mechaniczne i Biologiczne Przetwarzanie Odpadów. Odzysk Surowców i Energii. Efektywność Zakładów” wydawnictwa Abrys.










