Na zimę resztki kuchenne wrzucamy do pojemnika na odpady zmieszane – tak selektywną zbiórkę bioodpadów widzi ratusz w podpoznańskim Luboniu. Takich miast niestety jest więcej. Ich mieszkańców uspakajamy: wiosną znów będą mogli segregować, sięgając dla swych miast wyżyn poziomów recyklingu. Co tam zima – szybko minie.

„Prosimy o wrzucanie drobnych odpadów biodegradowalnych wytwarzanych w domu (np. obierek) do odpadów zmieszanych”. To jedno zdanie pokazuje jaki sens ma selektywna zbiórka odpadów biodegradowalnych w niektórych samorządach…

Taka informacja pojawiła się w oficjalnym komunikacie Urzędu Miasta Luboń zacytowanym przez portal e-lubon.pl. Na stronie urzędu wiadomość do mieszkańców na temat zbiórki bioodpadów widnieje w tym samym kształcie, usunięto z niej jednak kontrowersyjny fragment nt. wyrzucania odpadów kuchennych do pojemników na odpady zmieszane.

Eko lokator Gdansk 300 x 250

Segregacja sezonowa

Okazuje się, że w Polsce są jeszcze miejsca, gdzie selektywna zbiórka przypomina sezonową wyprzedaż truskawek, które pojawiają się nagle i równie szybko znikają ze straganów. Ale czy segregowanie śmieci nie miało być długofalowym działaniem na rzecz ochrony środowiska? Czy dążąc do zrównoważonego rozwoju społeczeństw w świecie, który coraz mocniej zużywamy, możemy pozwolić sobie na taryfę ulgową?

Od stycznia system zaczął w wielu miastach obejmować też zbiórkę odpadów zielonych. Chwilę trwało zanim mieszkańcy wyodrębnili dodatkową górkę na tę frakcję w pojemnikach pod swoimi zlewami i zaczęli wierzyć w sens tego, co robią. Kilka miesięcy później okazuje się, że ta selektywna zbiórka to ogólnie fajna zabawa, ale czasem można na nią przymknąć oko. „Przecież wagarował każdy, a jakoś wszyscy na ludzi wyszliśmy”.

Bioodpady w Luboniu wędrują do pojemnika na odpady zmieszane

Mniej więcej taki przekaz płynie z komunikatu, który do swoich mieszkańców kieruje Urząd Miasta w Luboniu – miasta, które zaczyna słynąć z tego, że selektywna zbiórka odpadów uzależniona jest tu od pór roku. Władze ogłosiły właśnie wstrzymanie odbioru odpadów zielonych w okresie zimowym (1.12.18-31.03.19). Tłumaczy się to brakiem liści na drzewach i ogólnym uwiądem roślinności.

Ale odpady biodegradowalne to przecież także resztki kuchenne, które wrzucamy do pojemników na „bio”. Robimy to m.in. dlatego, żeby nie marnować zawartego w nich potencjału energetycznego. Według zaleceń władz miasta mieszkańcy mają je teraz wyrzucać do worków na odpady zmieszane. Pytanie więc, jaki jest sens prowadzenia selektywnej zbiórki, skoro przyzwala się na skorzystanie z takiej furtki.

Takich miast jest więcej, niektóre z nich wstrzymują odbiór bioodpadów jeszcze jesienią, zasłaniając to “uchwałami o zmianach uchwał”. Taki sam model odbioru odpadów funkcjonuje w Mosinie, gdzie są odbierane do końca listopada, natomiast w Komornikach odpady te odbierane są do końca października. By stwierdzić, że to kompletnie bez sensu wystarczy mieć oczy – jesieni nie sposób nie zauważyć zwłaszcza tej gnijącej nam teraz pod nogami.

Tymczasem mieszkańcom zaleca się dostarczenie zebranych liści we własnym zakresie do lokalnych PSZOK-ów. Wszystko w ramach opłaty śmieciowej. Oczywiście wiemy, że w praktyce skończy się to upychaniem liści i domowych resztek kuchennych do jednego wora ze zmieszanymi, a co radykalniejsi puszczą problem z dymem na swoim ogrodzie. Nie każdy ma samochód i nie każdy ma chęci. A teraz gdy miasta sygnalizują, że segregacja na „bio” nie jest taka ważna, aby realizować ją cały rok, tych chęci będzie jeszcze mniej. Za to dymu więcej.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj