Czerwiec 2019 roku zapamiętamy na długo. Z uwagi na rekordowe temperatury i miejskie powodzie. Z uwagi na to, że następstwa zmian klimatu stały się w końcu tematem powszechnej debaty.

W 50-tysięcznych Skierniewicach skończyła się woda. Po prostu. Została zużyta na kąpiele, podlewanie ogródków, mycie samochodów, spłukiwanie toalet i naczyń, wypita przez mieszkańców i wykorzystana przez przemysł. Zbiorniki okazały się puste.

Szok. Coś, co dzieje się w dalekich Indiach i Afryce, coś, co oglądamy na ekranach telewizorów nagle staje się naszą codziennością.

Zaraz potem kolejny news: tym razem miasto w świętokrzyskiem – powódź w Starachowicach.

Dziś pierwszą reakcją na wydarzenia, jakie elektryzują ludzi, są memy. Żyjemy wszak w kulturze obrazkowej. Tym, który zapamiętamy po suszy skierniewickiej i powodzi starachowickiej nie będą zatem obrazy ludzi z baniakami przy cysternach ani autobus w wielkiej kałuży. Tym, co łączy oba miasta S są ich rynki i zestawienia zdjęć – rynek przed i po remoncie. Czym się od siebie różnią? Betonem, który zastąpił klomby, trawniki i drzewa.

Na tych wybrukowanych rynkach, w betonowych parkach wodociągi stawiają dziś kurtyny wodne, by schłodzić mieszkańców. Pitną wodą zlewają ulice w skwar, aby w miastach dało się żyć.

To nie jest tylko przypadek Skierniewic i Starachowic. Tak zabetonowano prawie wszystkie polskie miasta w ostatnich latach. Pod place, nowe budynki, szersze jezdnie i o zgrozo! parkingi (wiedzą państwo, że w konkurencji „liczba samochodów przypadająca na mieszkańców miast” zajmujemy pierwsze lokaty w Europie?).

Skierniewicka susza może więc za chwilę stać się suszą poznańską, warszawską, lubelską…. A powódź starachowicka ogólnomiejską powodzią polską…

Szanuję Prezydenta Starachowic.

Na swoim profilu fejsbukowym miał odwagę, jak żaden ze znanych mi włodarzy miast – ci zazwyczaj chwalą się sukcesami – napisać: „przyznaję się”.

Marek Materek pisze: “Betonoza. Przyznaję się. Dołożyłem do tego swoją cegiełkę przez 4 lata. Budowaliśmy miejsca postojowe, gdzie się tylko dało by ułatwić życie kierowcom. Zmniejszyliśmy ilość zieleni by wybrukować kolejne powierzchnie dla samochodów. Zamiast przestawiać się na pieszych, rowerzystów i komunikację miejską „robiliśmy dobrze” kierowcom.”

Pisze też, że swoją cegiełkę dołożyło i wielu mieszkańców. „Wystarczy popatrzeć na to jak wyglądały nasze podwórka kilkanaście lat temu, a jak wyglądają dziś. Ile przybyło na nich kostki, betonu, granitu i ile ubyło zieleni.”

I dalej: „Ile drzew wycięliśmy, a ile zasadziliśmy nowych. Tu także biję się w pierś. Niektórych wycinek moglibyśmy uniknąć wymuszając na projektantach większe wyczucie względem istniejącej zieleni. Zbyt często też poddawaliśmy się naciskom społecznym, często słyszałem, by wyciąć drzewo „bo w mieszkaniu nie ma światła dziennego lub zasłania widok z okna”.

Prezydent zdaje sobie sprawę, że kanalizacja burzowa, choćby i doprowadzona do wszystkich zakątków nie wystarczy, bowiem zaniedbana została mała retencja wód opadowych.

Wreszcie zapowiada zmianę sposobu myślenia o mieście, zmiany organizacyjne i infrastrukturalne.

Lato przed nami. Nie będzie łatwe. Będzie brakować wody, będą zdarzać się deszcze nawalne. Takie czasy nastały i szybko się to nie zmieni. Mam nadzieję jednak, że przybędzie burmistrzów i prezydentów, którzy nie tylko jak Marek Materek uderzą się w pierś, ale i całkiem realnie:

– nie zatwierdzą projektu kolejnego betonowego parku

– powiedzą „stop” wycince drzew

– nie odbiorą inwestycji, w której nie zagospodarowuje się wód opadowych

– nie pozwolą na koszenie trawników do gołej ziemi

Etc, itd., itp…

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj