Automaty w każdym urzędzie, dużym sklepie oraz mieszkańcy, radośnie i z chęcią wrzucający do nich plastikowe butelki, w zamian odbierający bilety do kina, zniżki w sklepach czy po prostu pieniądze, a przy okazji dbający o środowisko? Piękna to wizja, która chyba nie powinna się ziścić.

Temat systemu kaucyjnego, a tak naprawdę systemu depozytowego (kaucje już obowiązują np. ma butelki od piwa, czyli produkty, które wracają do użycia, a nie są przetwarzane), powraca. Powraca, bo automaty wydające pieniądze za plastikowe odpady  prezentują się nad wyraz efektownie. Przecież kto by się nie cieszył dostając pieniądze za śmieci?

Kaucja wyborcza

Politycy doskonale to wiedzą. Wiedzą to też samorządowcy. Rok temu zastępca ówczesnej prezydent Warszawy z dumą prezentował automaty, które za dwie butelki plastikowe wydawał wodę w…plastikowych butelkach.

Minął rok, w tym czasie automaty pojawiły się w polskich miastach i urzędach, m.in. w Krakowie. I może gdyby byłaby to tylko “moda miejska”, nie byłoby problemu. Ale do gry włączyło się Ministerstwo Środowiska. Co prawda jeszcze w lutym 2018 r. ministerstwo podchodziło do pomysłu niechętnie. W dużej mierze wynikało to z analizy wykonanej na jego zlecenie. Wykazała ona, że system depozytowy kosztowałby około 24 mld zł, przynosząc względnie niewielką poprawę poziomów selektywnej zbiórki. Ekonomia zwyciężyła. Do czasu.

W lutym 2019 r. przedstawiciele resortu nieco zrewidowali opinię. Kilka tygodni temu minister Henryk Kowalczyk podał nawet kwotę, jaką miałby otrzymywać każdy, kto butelki pozbędzie się w automacie, zamiast wrzucać ją do pojemnika. Wynosiła 10 groszy. Sprawę prostował rzecznik ministerstwa, wyjaśniając że minister miał na myśli „przykładową kwotę”. W czerwcu br. minister mówił, że system kaucyjny powinien obowiązywać, ale już konkretnej kwoty za oddaną butelkę nie podał.

Nie wiem jak to się dzieje, ale dziwnym trafem system depozytowy powraca latem 2018 i latem 2019 – kilka miesięcy przed wyborami – samorządowymi i parlamentarnymi.

Krok w stronę przepaści

Żeby była jasność. Z ekologicznego punktu widzenia, wprowadzenie depozytu za plastikowe butelki przyniosłoby pewne efekty. Problem w tym, że stosunkowo niewiele (także w mediach) mówi się  o jego ekonomicznym aspekcie.

Poza wspomnianymi kosztami wdrożenia, depozyty najpewniej wyciągnęłoby ze strumienia plastikowych odpadów komunalnych te jego rodzaje, które dla przedsiębiorstw je przetwarzających pozostają względnie opłacalne w sprzedaży. Efekt? Przetwarzający straciliby spory strumień pieniędzy, więc musieliby podnosić ceny za przetwarzanie mniej opłacanych rodzajów.

Może to czarnowidztwo, ale wprowadzenie efektownych depozytów mogłyby oznaczać nie tyle krok w dobrą stronę, ale raczej krok w stronę ekonomicznej przepaści. Przesada? Niekoniecznie, skoro obecnie szacuje się, że system gospodarki odpadami jest niedofinansowany na około 2 mld zł. Ktoś musi tę dziurę zasypać (zgodnie z unijnymi wymogami częściowo zrobią to producenci opakowań), a za depozyty tak naprawdę  zapłaciliby przetwarzający odpady, w ślad za nimi gminy i ich mieszkańcy.

Można się tylko domyślać, że wtedy w głowach tych ostatnich pojawiłoby się – absolutnie uzasadnione – pytanie: skoro biegam do sklepu i oddaję butelki do automatu dostając magiczne 5 zł za 50 sztuk (licząc ministerialne 10 groszy za butelkę), a pozostałe odpady  segreguję jak należy, to po co mam to robić, skoro wciąż płacę więcej?

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

7 Komentarze

  1. “Poza wspomnianymi kosztami wdrożenia, depozyty najpewniej wyciągnęłoby ze strumienia plastikowych odpadów komunalnych te jego rodzaje, które dla przedsiębiorstw je przetwarzających pozostają względnie opłacalne w sprzedaży. Efekt? Przetwarzający straciliby spory strumień pieniędzy, więc musieliby podnosić ceny za przetwarzanie mniej opłacanych rodzajów.”
    co za brednie autora a gdzie z automatów by to trafiało ? do rzeźni czy do magla ? wróciło by tam gdzie szczatkowo trafia teraz a i lay były by mniej petowe

Skomentuj