Sytuacja powtarza się od lat: urzędnicy narzekają na turystów, którzy śmiecą, a turyści narzekają, że toalety są za drogie, a koszy jest za mało. Tymczasem problem jest stary i – jak się okazuje – trudny do rozwiązania.

Fakt to niezaprzeczalny: ludzie na plażach śmiecą. Wieczorem po ciepłym i słonecznym letnim dniu nietrudno znaleźć na piasku niedopałki papierosów, papierki, plastikowe kubki, słomki, butelki plastikowe i szklane, puszki czy tacki po jedzeniu. Mimo że wzdłuż plaży co 20-30 metrów stoją kosze. Ale komu by się chciało do nich podejść? Na szczęście plaże są na bieżąco sprzątane, a kosze opróżniane.

Papieros w piach, butelka do morza

Poza sezonem letnim nadmorskie miasteczka to zwykle małe, liczące od kilkuset do kilku tysięcy mieszkańców miejsca. Ale latem zamieniają się wręcz w metropolie. Każdego dnia wakacji przebywa na terenie jednej gminy średnio około 100 tys. osób, w sezonie jest nawet ok. 3 mln turystów. Taką liczbę trudno “upilnować” – skarżą się urzędnicy. I chociaż przy zejściach na plażę czy przy wydmach stoją kosze na śmieci i toalety, ludzie jak śmiecili, tak śmiecą.

CCJ 300 x 250
O taki widok nad Bałtykiem niestety nietrudno

Turyści nie czują się zobligowani do kulturalnego zachowania. – Usiądzie na kocu, papierosy w piasku gasi, a dziecko papierki po cukierkach rzuca wprost na plażę lub do morza i nikomu to nie przeszkadza – żali się starsza pani w Sarbinowie.

Jeśli chodzi o załatwianie potrzeb na wydmach, to te czasy na szczęście chyba pomału się kończą i tzw. papierowych szlaków jest coraz mniej. Oczywiście nadal zdarzają się pojedyncze przypadki i chyba nigdy nie będzie tak, by odchodów nie było wcale. Bo jeśli ktoś nie ma kultury osobistej, to nic nie pomoże.

Wysypiska na wydmach

„Chodzenie po lesie i wydmach, niszczenie roślinności, płotków faszynowych, zdejmowanie chrustu z wydm oraz rozniecanie ognia na plaży, na wydmach i w lesie pod karą zabronione”. Tablice z podobnymi napisami, które stoją przy wydmach, mają je bronić przed wchodzeniem na nie przez niefrasobliwych turystów.

Większość mandatów wystawiana jest za niszczenie roślinności wydmowej, ale również za biwakowanie i rozniecanie ognia. W zależności od wykroczenia jest to od 50 do 500 zł. Niektóre wykroczenia podlegają z kolei decyzji administracyjnej, a tu kwota może wynieść do 5 tys. zł.

Skąd te zakazy? Wydma jest bardzo czuła na wydeptywanie. Obecność człowieka jej szkodzi. Zarówno roślinom, które na niej rosną, jak i jej trwałości. A jej trwałość to bezpieczeństwo ludzi, którzy mieszkają trochę dalej. Bo wydma to ważny element systemu ochrony przeciwsztormowej.

Niestety, zakazy sobie, a turyści sobie. Bo dla niejednego plażowicza wydma pełni zupełnie inną rolę. Dlatego tam, na górze, o dzikie wysypiska śmieci nie trudno. Walające się wszędzie papiery, plastikowe butelki, potłuczone szkło, ślady po ogniskach – to nadal duży problem, z których władze gmin nie mogą sobie poradzić.

– Generalnie wydmy traktowane są jako toalety i przebieralnie. Niektórzy nielegalnie rozpalają ogniska, używając do tego chrustu. A to przecież pierwszy w kolejności materiał, który służy do utrwalania wydmy. Zabierają go i są problemy, bo wydma pozostaje białą, a powinna przekształcać się w szarą – wyjaśnia mieszkaniec Chłopów.

Pytanie, dlaczego sprząta się plaże, a na wydmach góry śmieci systematycznie rosną?

Tony śmieci w Bałtyku

Ale problem nie dotyczy tylko wydm. Na początku września nurkowie ze szczecińskiej grupy Black Angel Divers postanowili sprawdzić, co kryje się pod wodą w okolicach molo w Międzyzdrojach. Monety (wrzucane prawdopodobnie na szczęście), butelki, puszki, kapelusze, okulary czy kłódki z imionami zakochanych. Nurkowie zebrali tyle śmieci, ile byli w stanie. Grupa planuje jednak powtarzać akcje, bo mimo że turyści wyjechali, ich śmieci zostały.

Idąc na plażę oczekujemy, że będzie pięknie, a przede wszystkim czysto. Nie zawsze jednak przestrzegamy prostej zasady: że to, co przynosimy ze sobą, należy również ze sobą zabrać.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj