W czasach przedtransformacyjnych mówiło się, że w demokracji planuje ten, kto chce coś zrobić, a w naszym ówczesnym „obozie” planuje ten, kto chce planować. Ta żartobliwie przerysowana opinia w pewnym sensie zaważyła na losach transformacji dawnego systemu planowania przestrzennego, do którego po prostu społeczeństwo nie miało zaufania. I to piętno trwa w zasadzie do dziś, utrudniając jakiekolwiek skuteczne reformy. 

Prób takich reform było bardzo wiele, ale nigdy nie były do końca udane albo też przerywano obiecujące prace z uwagi na różnego typu naciski polityczne. Wśród nich dominowały zwłaszcza te będące pod wpływem bardzo uproszczonego liberalizmu, uważającego, że swoboda działania jednostki ma pierwszeństwo przed dobrem ogółu. 

Reforma systemu

Dziś stoimy u progu kolejnej próby reformy systemu planowania przestrzennego, mieszczącego się już w nurcie głębszego powiązania zagadnień przestrzennych z szerszym kontekstem systemu koordynacji polityki rozwoju społecznego i gospodarczego, ukształtowanym pod wpływem integracji europejskiej. Warto zastanowić się więc ponownie, co chcemy osiągnąć, planując. Bowiem planowanie to po prostu proces ustalania celów i odpowiadających im działań, by te cele osiągnąć. Jednym słowem chodzi o projektowanie przyszłości, do której chcemy dążyć, której w jakimś stopniu pragniemy, a także określanie sposobu naszego funkcjonowania w tej przyszłości. Chodzi także o przyjęcie skutecznych środków osiągnięcia zamierzonego kształtu tej przyszłości. Kluczowe jest tu rozróżnienie pomiędzy tym, o czym marzymy w dłuższej perspektywie, a tym, co chcemy mieć już teraz. Tak więc planowanie ma wymiar albo strategiczny, który wytycza ścieżki postępowania w dość długiej perspektywie, albo operacyjny, by zrealizować jakieś konkretne działania, rozwiązujące bieżą...