Ambitne plany elektromobilności i większego wykorzystywania odnawialnych źródeł energii mogą spalić na panewce, jeśli w Polsce nie przestarzałą infrastrukturę do przesyłu energii elektrycznej.

W Polsce 42 proc. napowietrznych linii wysokiego napięcia ma więcej niż 40 lat, kolejne 34 proc. powstało w latach 1977-1992. Linie średniego napięcia w 37 proc. mają powyżej 40 lat, 39 proc. – od 25 do 40 lat, a 63 proc. – co najmniej 25 lat. Wymiany wymagałoby w zasadzie cała sieć średniego napięcie (około 300 tys. km).

Chęci są…

Polski rząd stara się ułatwiać inwestycje w odnawialne źródła (zapowiadana jest nawet liberalizacja przepisów tzw. ustawy odległościowej), pod koniec czerwca rząd przyjął też nowelizację ustawy o OZE. Jednak problem staje się  przyłączanie tych źródeł do sieci. W roku 2018 o 183 proc. w stosunku do roku 2017 wzrosła liczba odmów na przyłączenie.

Rząd zapowiada też milion aut elektrycznych do 2025 r. (zmieniając też ustawę o eletkromobilności i paliwach alternatywnych), a z wyliczeń Stowarzyszenia Polska Izba Magazynowania Energii wynika, że ogromne problemy m.in. z infrastrukturą przesyłową pojawiłyby się już przy 500 tys. pojazdów elektrycznych. Dodatkowo w Polsce planowane są także ogromne inwestycje, które będą wymagały bardzo dużych nakładów energii elektrycznej (np. Centralny Port Komunikacyjny).

– To nieprawda, że jest konieczna jakaś fundamentalna przebudowa sieci dystrybucyjnych – uważa były prezes PSE Henryk Majchrzak, dodając jednak, że mówi o sieciach w dobrym stanie technicznym, wybudowanych w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Ocena tego czy i jakie sieci wymagają przebudowy zależy od ich zadań: inne są dla zapewniania ciągłości dostaw, a inna dla wyzwań stojących przed energetyką w najbliższych kilkunastu latach.

Za mało inwestycji

Ogromne wyzwania stoją przed właścicielami sieci dystrybucyjnych (PGE Dystrybucja, Tauron Dystrybucja, Enea Operator, Energa Operator, innogy Stoen Operator). Enea zapowiedziała na przykład, że wyda na rozwój sieci 7,8 mld zł w latach 2020-2025. 7 mld zł w latach 2016-2019 wydatkuje PGE.

– Owszem, trochę się robi, ale wciąż za mało – komentuje Krzysztof Kochanowski, wiceprezes Stowarzyszenia Polska Izba Magazynowania Energii. – W przypadku jakiejś awarii poniżej stacji transformatorowej większość sieci leży. Automatyka kończy się na poziomie GPZ (stacji elektroenergetycznej – przyp. red.) i dlatego końcowi odbiorcy nie są w stanie korzystać z dobrodziejstw nowoczesnych sieci – kwituje.

Henryk Majchrzak zaznacza, że w ostatnich latach w Polsce nie doszło do żadnej poważnej awarii w systemie energetycznym.

Joanna Maćkowiak-Pandrera, prezes Forum Energii stwierdza, że przed właścicielami sieci przesyłowych stoją dwa najważniejsze wyzwania: rozbudowa sieci na północy kraju (np. przyłączenie farmy wiatrowe na morzu i rozprowadzenie energii po kraju) oraz inwestycje w poprawę stanu sieci, głównie lokalnych sieci dystrybucyjnych. To one są obecnie najbardziej przestarzałe, niedofinansowane, a to właśnie na ich na poziomie przyłącza się OZE, magazyny energii i auta elektryczne.

Źródło: Rzeczpospolita

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

  1. skąd takie informacje? Jakiś jeden przykład hamowania rozwoju elektromobilności przez to, że mamy przestarzałe sieci energetyczne? z gdybania Rzeczpospolitej tutaj zrobiono pewnik 🙂

  2. warto dodać, że prognozy te i czarne scenariusze snute są ciągle dla 1 mln pojazdów elektrycznych w 2025. Ktoś mówi o 500 tys. Niedawno pojawił się raport ATMOTERM i FORUM ELEKTROMOBILNOŚCI, który wydaje się najbardziej realnie szacuje liczbę aut elektrycznych w PL w 2025 na 300 tys. Jednocześnie autorzy w raporcie tym wyraźnie wskazują, ze siec tego nie zauważy. Nawet ta nasza przestarzała sieć. Od wielu lat mówi się o problemie starzejącej się sieci przesyłowej i braku inwestycji w tym sektorze. Ale nie ma sensu podpinać pod to elektromobilności. Ona nie narobi nam problemów a wręcz przeciwnie – może spowodować bardziej równomierny rozkład poboru mocy w cyklu dobowym.

Skomentuj