Ponad 80% wszystkich ścieków komunalnych wytworzonych w nieruchomościach niepodłączonych do kanalizacji w kontrolowanych gminach trafiło do środowiska w stanie nieoczyszczonym. W przypadku nieruchomości wyposażonych w zbiorniki bezodpływowe jest to prawie 90%. Wyniki kontroli NIK pokazują, że gminy wciąż nie radzą sobie z ochroną wód powierzchniowych i podziemnych przed ściekami komunalnymi pochodzącymi z obszarów nieskanalizowanych.

Według GUS na jeden „pojedynczy system kanalizacji” (zbiornik bezodpływowy lub przydomową oczyszczalnię ścieków) w 2018 r. przypadało 11,09 m3 odebranych ścieków. Tymczasem średnie zużycie wody przez czteroosobową rodzinę wynosiło wówczas 134,4 m3.

– To jasno pokazuje, że oczyszczaniu poddawano niewielką część ścieków, a większość zbiorników bezodpływowych nie była prawidłowo opróżniana. Pozostałe ścieki trafiały w stanie nieoczyszczonym do ziemi i wód – alarmuje NIK.

Problem braku lub ograniczonego dostępu do kanalizacji dotyczy głównie mniejszych i słabiej zurbanizowanych gmin. A to właśnie na organach gmin ciąży obowiązek nadzoru nad prawidłowym usuwaniem i oczyszczaniem ścieków na terenach nieskanalizowanych.

Mizerne rezultaty

Kontrola została przeprowadzona w 28 gminach, w których minimum jedna piąta mieszkańców nie miała dostępu do kanalizacji. Objęła ona okres od 2019 roku do pierwszego półrocza 2021. Jedynie sześć skontrolowanych gmin miało stacje zlewne i oczyszczalnie zdolne przyjąć wszystkie ścieki z nieruchomości bez kanalizacji. W dwóch gminach w ogóle nie było takich urządzeń. Poza tym gminy nie były przygotowane organizacyjnie do sprawowania nadzoru nad gospodarką ściekową, a głównym powodem były braki kadrowe. W 12 gminach gospodarką ściekową zajmował się jeden pracownik, w 10 dwóch pracowników, a w pozostałych trzech. Dużym problemem dla gmin jest skuteczne egzekwowanie obowiązków od właścicieli nieruchomości niepodłączonych do kanalizacji. Żadna z kontrolowanych gmin nie prowadziła rzetelnej ewidencji zbiorników bezodpływowych i przydomowych oczyszczalni. Brakowało pełnych danych o obowiązkowych umowach na wywóz nieczystości zawieranych przez właścicieli nieruchomości oraz o faktycznej częstotliwości przeprowadzanych wywozów. Jedynie w czterech skontrolowanych gminach w ewidencjach ujęto wszystkie nieruchomości niepodłączone do sieci kanalizacyjnej. Brak takich danych skutecznie ograniczał możliwości kontroli częstotliwości opróżniania zbiorników bezodpływowych. Tylko w dwóch gminach skontrolowano więcej niż 10% nieruchomości, w 9 w ogóle nie przeprowadzano takich kontroli. Rezultaty tych kontroli niestety są mizerne.

– W przypadku ujawnienia nieprawidłowości pracownicy urzędów lub funkcjonariusze straży gminnych nie podejmowali żadnych czynności, ewentualnie pouczali lub powiadamiali organy nadzoru budowlanego albo policję, która karała mandatem lub umarzała sprawę. Praktycznie nie korzystano z narzędzia egzekucyjnego jakim jest zastępczy wywóz nieczystości, nawet w udokumentowanych przypadkach ich nielegalnego usuwania, (właściciele nieruchomości nie mieli umów z podmiotem uprawnionym do wywozu lub rachunków potwierdzających dokonanie opłaty za wywóz) – raportuje NIK.

„Premia” za zanieczyszczanie

Z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli wynika, że 77,4% nieruchomości niepodłączonych do sieci kanalizacyjnych nie było objętych umowami na wywóz nieczystości. Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach w takich przypadkach gmina jest obowiązana zorganizować zastępcze opróżnianie zbiorników bezodpływowych. Mimo to, we wszystkich gminach objętych kontrolą w latach 2019-2020 miał miejsce tylko jeden przypadek wydania przez organ wykonawczy gminy decyzji o zastępczym wywozie, chociaż wyniki kontroli dawały podstawy do wszczęcia dużo większej liczby postępowań.

– Nierzetelny nadzór ze strony organów gminy, a w niektórych przypadkach zaniechanie jego sprawowania, oznacza faktyczne przyzwolenie na nielegalne usuwanie ścieków z nieruchomości niepodłączonych do sieci kanalizacyjnej, i daje ich właścicielom nieuzasadnione korzyści finansowe w postaci unikania opłat za opróżnianie zbiorników i wywóz nieczystości ciekłych, co można uznać za swego rodzaju „premię za zanieczyszczanie środowiska” – czytamy w raporcie.

Żeby zilustrować wysokość tej „premii” NIK wylicza, że gdyby kontrolowane gminy naliczały opłaty za zastępczy wywóz od wszystkich właścicieli posesji, którzy nie mieli umów na wywóz ścieków, to ich wysokość wyniosłaby 104, 8 mln zł w 2019 r. i 101,3 mln zł w 2020 r. Na skutek zaniechania przez gminy egzekucji od właścicieli nieruchomości obowiązków związanych z prawidłową obsługą instalacji do gromadzenia i oczyszczania ścieków opłacało się posiadanie nieszczelnego szamba, instalowanie rurociągów do odprowadzania ścieków, np. do rowów lub nielegalne wywożenie nieczystości. Wszystko to kosztem tych, którzy uczciwie usuwają nieczystości.

Potrzebne pieniądze

Zdaniem NIK, zapewnienie infrastruktury niezbędnej do przyjęcia i oczyszczenia ścieków dowożonych wymaga poniesienia dużych kosztów na inwestycje. Większość gmin starała się rozbudowywać swoją infrastrukturę do odbioru ścieków. Jednak koszty całościowego rozwiązania problemu przekraczały możliwości finansowe gmin. Dlatego Najwyższa Izba Kontroli zwróciła się z wnioskiem do Ministra Klimatu i Środowiska o rozważenie wprowadzenia wyodrębnionego narzędzia wsparcia gmin, które ze względu na rozproszony charakter zabudowy i niski stopień skanalizowania nie mają możliwości sfinansowania inwestycji w infrastrukturę wodno-ściekową z własnego budżetu.

Czytaj więcej

Skomentuj