Pieniądze z poznańskiego budżetu obywatelskiego zostaną wydane na antysmogowe drony latające nad kopcącymi kominami. To dobrze. Zostaną też wydane na likwidację pieców węglowych w mieszkaniach komunalnych. To źle. Dlaczego? Bo budżet obywatelski nie jest do tego!

Miasto Poznań poinformowało w tym tygodniu o wynikach głosowania w Poznańskim Budżecie Obywatelskim na rok 2019. Wśród projektów, które zyskały największe poparcie (powyżej tysiąca głosów) i będą realizowane, najwięcej jest projektów rekreacyjnych, ekologicznych, związanych z zielenią i jakością życia.

To cieszy. Świadczy to o rosnącej świadomości mieszkańców na temat ogólnych warunków życia w mieście. Aż 3734 głosy uzyskał projekt „Skończmy ze smogiem w Poznaniu!”, który znalazł się na drugim miejscu w głosowaniu. Wnioskodawca chce wydać 952 tys. zł na realizację zadania: „Patrole i drony antysmogowe oraz wymiana pieców w miejskim zasobie lokalowym”.

Unisoft 300 x 250

Prawie 2 mln zł na wymianę pieców

Na ósmym miejscu uplasował się projekt „Poznań bez smogu”, który uzyskał 1526 głosów poparcia. Jak wyjaśnił wnioskodawca, to program wymiany tzw. kopciuchów w budynkach miejskich na piece wysokiej jakości. Miasto wyda na ten cel 1,9 mln zł.

To wspaniałe, że mieszkańcy przywiązują tak wielką wagę do czystości powietrza w mieście i chętnie głosują na projekty antysmogowe. Wysokie miejsca dwóch projektów tego typu świadczą, że to jest to dla ludzi ważne i bardzo się liczy.

Martwi jednak fakt, że z pieniędzy budżetu obywatelskiego będą realizowane projekty, które miasto powinno przeprowadzić z własnej inicjatywy, a nie „motywowane” i „naciskane” głosowaniem w budżecie obywatelskim i kilkoma tysiącami głosów. Martwi też, że takie projekty muszą być jeszcze składane, bo w komunalnym zasobie mieszkaniowym są nadal budynki, które są ogrzewane kopcącymi piecami węglowymi. Są to zarówno mieszkania komunalne, jak i lokale użyteczność publicznej.

Stary problem, nowe pieniądze

O problemie smogu wiemy w Polsce nie od dziś. Większość z nas wie, że problem jest tylko nagłośniony w ostatnich latach, ale tak naprawdę istnieje od lat kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu. Istniał „za komuny”, nie zmniejszył się po transformacji ustrojowej, a raczej – właśnie wtedy – pogłębił się, bo królował wolny rynek i pęd do uzyskania jak największych zysków za sprzedawany opał. Jego jakość zupełnie się nie liczyła.

Miasto Poznań wie zatem doskonale, co najmniej od 1989 r., że ma w swoim zasobie mieszkania, w których są piece węglowe. Mieszkania te dzierżawią od miasta osoby gorzej sytuowane. Osoby lepiej zarabiające nie mają po prostu szans na uzyskanie mieszkania komunalnego, bo nie spełniają kryterium dochodów.

Kopciuchy nadal najtańsze

Jest oczywiste, że dla ubogich mieszkańców “komunalek” palenie dobrym i wydajnym opałem nie jest priorytetem. Przede wszystkim troszczą się o wyżywienie, ubranie, podstawowe opłaty. Jeśli kupują węgiel na zimę to na pewno ten najtańszy: muł lub flot. Nie ma wątpliwości, że palą w piecach śmieciami, bo jest to opał najtańszy, często bezpłatny. Zadziwiający jest fakt, że miasto dopuszcza istnienie pieców węglowych w takich mieszkaniach, które niejako zachęcają do palenia czymkolwiek i zasmradzania powietrza.

Priorytetem miasta powinno być, już dawno – wiele lat temu, usunięcie pieców węglowych z mieszkań ludzi najuboższych i podłączenie ich do ciepła systemowego. Mieszkańcy sami regulowaliby wtedy temperaturę w mieszkaniach. Raczej nie ma obaw, że ktoś będzie się nadmiernie podgrzewał albo sprzedawał ciepło „na lewo”, bo jak? Poza tym miasto dysponuje systemem pomocy finansowej dla ludzi, dla których ogrzewanie jest za drogie (dopłaty są realizowane np. w przypadku wysokich rachunków za wodę i ścieki). W przypadku „cieplika” taką pomoc jest najłatwiej realizować, bo pieniądze „wyrównawcze” trafiają z miasta bezpośrednio do operatora sieci ciepłowniczej.

Piece w miejskich budynkach?!

Trudno też uwierzyć, że są jeszcze w dużym, europejskim mieście (Poznaniu, ale zapewne wielu innych) budynki instytucji publicznych, w których pali się węglem. Jak to możliwe, że przedszkola, szkoły, ośrodki zdrowia czy pomocy społecznej, położone w śródmieściu, są opalane węglem z kotłowni w piwnicy? Przecież wokół, pod ziemią, leżą kilometry rur ciepłowniczych! Często są to ciepłociągi miejskich zakładów jak PEC czy MZC, a jeżeli nawet prywatnych, to przecież są w zasięgu ręki.

Pieniądze z budżetu obywatelskiego, teoretycznie przeznaczone są do realizacji projektów niepospolitych, za drogich, trudnych do zaakceptowania przez radę miasta, niemieszczących się w miejskich planach, prognozach i założeniach. To miały być karuzele dla dzieci podpatrzone w Niemczech czy Danii i skateparki znane z USA i Wielkiej Brytanii. A będą to piece węglowe w mieszkaniach komunalnych i komunalnych budynkach użyteczności publicznej.

Miasto już dawno powinno zlikwidować WSZYSTKIE piece węglowe w mieszkaniach komunalnych, bo ma prawo dysponować swoim zasobem jak chce i może demontaż takiego pieca po prostu nakazać. Miasto już dawno powinno zlikwidować WSZYSTKIE piece węglowe w miejskich budynkach użyteczności publicznej, bo ma prawo dysponować swoimi lokalami i robić w nich co chce. Dlaczego przez lata miasto wydawało pieniądze, np. w ramach programu Kawka na wymianę pieców w mieszkaniach prywatnych, skoro ciągle miało – zapewne kilka tysięcy – pieców węglowych w swoich mieszkaniach i lokalach użytkowych? Naprawdę trudno zrozumieć dlaczego tak się działo!

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj