Rząd chce wprowadzić zachęty dla segregujących odpady. Nagrodą będzie to, że niesegregujący zapłacą cztery razy więcej od prowadzących selektywną zbiórkę. Gminy zacierają ręce. 

Optymiści mówią, że szklanka jest do połowy pełna, zaś pesymiści widzą ją w połowie pustą. Jak to dokładnie jest, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że język korzyści potrafi być wyjątkowo giętki, gdy na horyzoncie majaczy widmo zbliżających się wyborów samorządowych.

Bo wiadomo, że wybory to okres wyjątkowo trudny jeśli chodzi o prace rządu. Trzeba być sprytnym i realizować cele, nie narażając się zanadto społeczeństwu, które nie chce słyszeć zapowiedzi podniesienia opłat za cokolwiek.

CCJ 300 x 250

Dobra czy zła zmiana? Wszystko zależy od narracji

Proponowanie zmian w tym okresie przypomina więc stąpanie po cienkim lodzie.  Zatrzymać się nie wolno, ale kroki trzeba stawiać ostrożnie. Delikatnie sugerować wyborcom, że… szklanka jest jednak do połowy pełna.

Z końcem sierpnia resort środowiska zaproponował zmiany w ustawie o porządku i czystości w gminach. Najbardziej komentowano zmianę kwoty, jaką trzeba będzie wnieść za posegregowane i nieposegregowane odpady.

Nowa ustawa miałaby wejść w życie 1 stycznia 2019 r. Wśród jej głównych założeń znalazła się kwestia opłaty za niesegregowanie odpadów. Za brak segregacji u źródła mieszkańcy zapłacą nie dwa – jak dotąd – a cztery razy więcej niż w przypadku prowadzenia zbiórki selektywnej.

W myśl nowej u.c.p.g. za odpady w przypadku niesegregowania zapłacimy do czterech razy więcej. Ale można to też ująć inaczej: kto będzie segregował, zapłaci za śmieci przecież cztery razy mniej niż nie dbający o ekologię sąsiad! Narracja zmienia się w zależności od tego, kto wypowiada się na temat nowelizacji i jaki ma w tym interes.

Nowelizacja ustawy śmieciowej ograniczy udział gmin w gospodarce odpadami?

Kto zyska – recykling czy samorządowe budżety?

Selektywna zbiórka powinna być obowiązkiem, bo to pozwala na dostarczenie zakładom dobrej jakości surowca, przyczynia się do osiągnięcia wyższych poziomów recyklingu i jest korzystne dla środowiska. Ale nie można mówić, że za segregowanie zapłacimy mniej, bo te kwoty się przecież nie zmienią. Zmienią się tylko ewentualnie maksymalne stawki za niesegregowanie.

Rząd przyjmuje jednak inną retorykę. Nie przedstawia tego w sposób „jeśli nie segregujesz odpadów – płacisz więcej”, ale „jeśli segregujesz – płacisz mniej”. Rzeczywistość jest jednak inna.

Przyjmijmy, że sąsiad nie segreguje, a my tak. Dotąd jest tak, że sąsiad płaci od nas dwa razy więcej za odpady nieposortowane. Jeżeli nowelizacja wejdzie w życie, to ten sam sąsiad zapłaci za swoje śmieci nawet cztery razy więcej niż my. Osoba segregująca będzie jednak płaciła cały czas tę samą kwotę.

Ministerialna retoryka skupia się więc raczej na tym, abyśmy sami sobie (i sąsiadom) patrzyli na ręce. Nie myśleli “on płaci więcej”, ale “ja płacę dużo mniej”. Być może faktycznie umożliwienie samorządom wprowadzenia tak różnych stawek zachęci niektórych do segregowania odpadów. A być może tylko napełni gminne skarbce…

Z obliczeń MŚ wynika, że zmiana ta spowoduje wzrost w dochodach wszystkich gmin w Polsce średnio o ponad 110 mln zł rocznie, czyli w przeliczeniu na gminę średnio 44,7 tys. zł na rok. Które argumenty i która narracja okażą się lepsze dla polskiej gospodarki odpadami – o tym przekonamy się już wkrótce.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

6 Komentarze

  1. powinni wprowadzić system rozliczania od pojemnika. Pojemnik na zmieszane – baaaardzo drogi a pojemniki kolorowe za darmo lub za symboliczna opłatę. Każdy kowalski bez nadzoru przeniesie odpady z czarnego pojemnika do kolorowych bo będzie odczuwał realny wpływ segregacji na swój portfel. Jak nie chcesz płaci drogo wysegreguj odpady do darmowego pojemnika. Jak mieszasz odpady i gmina odbiera w trybie art. 6f jako zmieszane – płacisz stawkę jak za zmieszane (drogo). Nie trzeba kontroli, ścigania, mandatów. System sam się naprawia po wpływem mechanizmów rynkowych.
    Ale w tym kraju trzeba zrobić tak żeby nic nie było jasne i czytelne. A urzędników do kontroli trzeba zatrudnić tyle, że koszty rosną w kosmos

  2. Większość Polaków mieszka w blokowiskach, w których jest od kilku do kilkudziesięciu mieszkań w jednym bloku. Część mieszkańców odpady segreguje, część nie. W efekcie w pojemniku zewnętrznym wszystkie odpady są wymieszane (niesegregowane) i wszyscy zapłacą więcej. Stąd ten dochód gmin?

  3. “Z obliczeń MŚ wynika, że zmiana ta spowoduje wzrost w dochodach wszystkich gmin w Polsce średnio o ponad 110 mln zł rocznie, czyli w przeliczeniu na gminę średnio 44,7 tys. zł na rok.”

    Z moich wyliczeń oznaczałoby to wzrost dochodów gmin na poziomie c.a. 2%. Pomijając kwestię metodologii i poprawności tych wyliczeń mam zasadnicze wątpliwości co do tego czy ta zmiana może wywołać wzrost przychodów gmin.
    W mojej ocenie wręcz przeciwnie !

    Średnio około 85% mieszkańców deklaruje prowadzenie selekcji. Aktualnie stosunek między stawką przy segregacji i stawką przy jej braku kształtuje się średnio ( szacunek własny ) jak 1 do 2. Jeśli więc gmina nie dokona weryfikacji stawek to straci około 15% swoich dochodów. Zmiana wymusi więc konieczność podniesienia stawek, przy czym :
    – osoby dzisiaj nie segregujące zapłacą mniej, z czego oczywiście się ucieszą
    – osoby segregujące zapłacą więcej, a więc zostaną ukarane za nie swoje grzechy
    – faktyczny stopień selekcji odpadów z tego tytułu się nie poprawi

    Do tych szacunków użyłem jedynie kartki i ołówka…
    No może jeszcze trochę wyobraźni i znajomości mechanizmów w gospodarce odpadami.

    • Problem nie jest w stawce, tylko w tym czy gminy kontrolują tych co deklarują segregację.
      NIE ROBIĄ TEGO!!!
      Wyższe opłaty od niesegregujących (faktycznie to od tych co się do tego przyznają, bo niesegregujących jest ok 90 %) pozwolą gminom zapłacić kary za niespełnienie poziomów recyklingu.

Skomentuj