Jakość powietrza w Polsce jest fatalna do tego stopnia, że w minionym tygodniu wyprzedzały nas pod tym względem tylko państwa azjatyckie. To jednak wciąż za mało, by mieszkańcy mogli korzystać z darmowych przejazdów tramwajami i autobusami w celu ograniczenia smogu.

Mieszkańcy Poznania skarżą się, że mimo złej jakości powietrza nie mogą korzystać z bezpłatnych przejazdów środkami komunikacji miejskiej. Miasto przewiduje takie rozwiązanie w przypadku pojawienia się dużego smogu.

Problem w tym, że duży smog w Polsce przedstawiany jest jako smog umiarkowany. Dlatego miasta apelują do resortu środowiska o zaostrzenie limitów alarmowania o zagrożeniu smogiem.

Duży smog, czyli jaki?

W minionym tygodniu stolica Wielkopolski znalazła się dość wysoko w rankingu miast o najgorszym stanie powietrza na świecie. Podobnie Kraków i Wrocław, które obok Poznania zajmowały w tym zestawieniu miejsca w pierwszej dziesiątce wyprzedzane m.in. przez Chiny, Pakistan i Indie. W przypadku znacznego przekroczenia norm emisyjnych mieszkańcom zaleca się niewychodzenie w takie dni z domów jeśli nie jest to konieczne, a także by rezygnowali z uprawiania sportu na dworze.

Aby “odciążyć” miasto, mieszkańcy mogą również przesiadać się z samochodów do środków komunikacji miejskiej. W Poznaniu warunkiem bezpłatnych przejazdów tramwajami i autobusami jest przekroczenie dopuszczalnych norm stężenia pyłu PM10 w powietrzu. Jednak nie w przypadku przekroczenia dobowego stężenia, które wynosi 50 mikrogramów, ale dopiero po przekroczeniu dobowego poziomu informowania, który wynosi już 200 mikrogramów.

Wynika z tego, że określenie złej jakości powietrza to pojęcie stosunkowo względne, a wytyczne odnośnie przekroczenia norm są w Polsce zbyt łagodne i zwyczajnie mijają się z rzeczywistością. Gdy Francja lub Czechy ogłaszają alarm smogowy, w Polsce mówi się o umiarkowanym zanieczyszczeniu powietrza. Dlatego przepis dotyczący bezpłatnej przesiadki do transportu zbiorowego lub bezemisyjnych środków komunikacji jest przepisem martwym.

Zasady muszą być bardziej surowe

Zasady w określaniu alarmu są w Polsce zbyt liberalne – uważa Dolnośląski Alarm Smogowy. O złej jakości powietrza informuje się u nas dopiero, gdy przekroczony zostanie limit 300 mikrogramów na metr sześcienny dla pyłu zawieszonego PM10. W innych krajach alarm ogłasza się już przy przekroczeniu 100 mikrogramów lub mniej. We Francji następuje to po przekroczeniu 80 mikrogramów, w Wielkiej Brytanii po 101, natomiast w Czechach lub na Węgrzech alarm ogłasza się przy 100 mikrogramów na metr sześcienny.

– Polska ma najmniej surowe zasady określania poziomów informowania i alarmowania społeczeństwa o zanieczyszczeniach powietrza wśród wszystkich krajów UE – wskazuje Dolnośląski Alarm Smogowy, wywołując do tablicy ministra środowiska, do którego apeluje o zmiany w tym zakresie.

Zdanie podziela prezydent Wrocławia: – Mieszkańcy Polski są ostrzegani o zagrożeniu dla zdrowia i życia dopiero w przypadku czterokrotnego przekroczenia normy dobowej Światowej Organizacji Zdrowia dla pyłów PM10 – podaje Jacek Sutryk w liście do Henryka Kowalczyka. Przypomina również, że dla pyłów PM 2,5 polskie prawo nie przewiduje żadnej normy dobowej, mimo że Światowa Organizacja Zdrowia udostępniła wytyczne w tym zakresie.

Również krakowscy radni uważają, że alarmy smogowe należy zaostrzyć i zwracają się w tej sprawie do premiera. Ich zdaniem alarmy powinny być ogłaszane przy przekroczeniu 150 mikrogramów. W przyjętej rezolucji radni wnoszą o poprawę przepisów o informowaniu na temat przekroczonych norm stężenia pyłu PM10 w powietrzu.

Jaki będzie ostateczny wynik tych działań dowiemy się już pewnie w roku 2019. Niemniej, ustalenie standardów w informowaniu o zanieczyszczeniu powietrza jest kluczowe dla mieszkańców polskich miast, którzy każdego dnia oddychają rakotwórczymi substancjami. Bez wiedzy, że “umiarkowane” to w istocie “niebezpieczne” jesteśmy bezbronni.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj