W branży deweloperskiej efekty pandemii widoczne były szczególnie w II kwartale ub.r. – nastąpił spadek sprzedaży mieszkań i aktywności deweloperów. Odbicie jednak przyszło szybko, bo już we wrześniu, który okazał się rekordowy pod względem liczby lokali w nowych inwestycjach. Największymi bolączkami branży mijającego roku były: wzrost kosztów budowy, niska dostępność gruntów, przeciągające się w czasie procedury i wstrzymanie inwestycji ze względu na niepewność inwestorów.

Pandemia i przejście urzędów na pracę zdalną, szczególnie w początkowym okresie, sparaliżowały wiele procesów. W okresie pierwszego lockdownu liczba wydanych pozwoleń na budowę spadła o przeszło 30%. Część urzędów bardzo sprawnie przeszła na elektroniczny obieg dokumentów, pracując na skanach, które później uzupełniano w oryginale, i te szybko nadrabiały zaległości. Gorzej, że w wielu urzędach „Internet się nie przyjął” – tam nadal są spore problemy.

Nie jest to jednak jedyny powód mniejszej liczby nowych mieszkań, których budowę rozpoczęto w 2020 r. Jako istotne elementy należy również wskazać utrzymujące się wysokie ceny materiałów budowlanych, kurczący się bank ziemi pod zabudowę oraz duże ograniczenia akcji kredytowych poprzez m.in. zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów inwestycyjnych. Część inwestorów wstrzymała się również z nowymi inwestycjami, nie będąc pewnymi przyszłości. Końcówka roku pokazała jednak duże odbicie, jeśli chodzi o sprzedaż kredytów mieszkaniowych. W okresie styczeń-grudzień 2020 r. oddano do użytkowania 222 tys. mieszkań, czyli o 7% więcej niż rok wccześniej. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 143,8 tys. mieszkań, co stanowiło 64,8% ogólnej liczby mieszkań (wzrost o 1,4% r/r). Jednocześnie było to o 9,4% więcej oddanych mieszkań niż w analogicznym okresie 2019 r. To pokazuje, że rynek mieszkaniowy jest dość odporny na zawirowania.

Na rynku komercyjnym lockdowny mocno odcisnęły swoje piętno. Wstrzymano duże projekty, a skupiono się na realizowaniu jedynie mniejszych projektów lokalnych. Sektor biu...