Ministerstwo Energii proponuje rozwiązanie problemu smogu. W rozporządzeniu dotyczącym jakości paliw stałych spalanych w piecach pada sporo obietnic. Wygląda to całkiem przyzwoicie, ale zanim zaczniemy oddychać normalnym powietrzem, musimy wstrzymać oddech jeszcze na co najmniej na 2 lata.

Co roku smog wymazuje z mapy Polski nawet średniej wielkości miasto. W samym tylko 2016 roku niska emisja przyczyniła się do śmierci 19 tys. Polaków. Zabija nas głównie to, czym palimy w domowych piecach. Poza odpadami trafiają tam też paliwa najniższej jakości – muły węglowe i  flotokoncentraty. Ministerstwo Energii miało zakazać ich sprzedaży i robi to teraz… mówiąc, że zrobi to za dwa lata.

Badania jakości powietrza są dziś prowadzone na skalę większą niż kiedykolwiek. Z każdej strony zasypują nas szczegółowe analizy tego, czym oddychamy. Wynika z nich, jednoznaczny obraz fatalnej sytuacji, w której tkwimy praktycznie na własne życzenie – np. paląc w piecach to, czym nie powinniśmy, bo tak jest taniej.

CCJ 300 x 250

Faktyczna zmiana czy kiełbasa wyborcza?

W parze z doniesieniami ośrodków badań czy organów kontrolnych idą obietnice strony rządzącej. Proponuje ona metody leczenia powietrza oparte na niezawodnych programach, które „właśnie” wchodzą w życie – często okazują się jednak tzw. kiełbasą wyborczą.

Przykładem może być właśnie rozporządzenie ministra energii odnośnie norm jakości dla paliw stałych, które ujrzało światło dzienne w ostatnich dniach. Choć rozporządzenie jest już gotowe, to obowiązywać zacznie dopiero po pewnym okresie. I nie za tydzień czy miesiąc, ale dopiero za dwa lata.

Oznacza to, że do 2020 r. będziemy zatruwani niebezpiecznymi mułami węglowymi i flotokoncentratami. Dopiero po tym czasie odetchniemy pełną piersią. A raczej ci, którzy przeżyją.

Niejasny powód opóźnienia

Pytanie tylko: jaki jest powód tego przesunięcia w czasie? Kolejnego zresztą, bo zakaz palenia mułami był już obiecywany jako obowiązujący od roku 2017. Skoro wyeliminowanie najniższej jakości opału jest jednym z priorytetów ministra energii w działaniach na rzecz walki ze smogiem, to dlaczego nie wchodzi w życie od zaraz? Czy minister Tchórzewski przedkłada interes sektora wydobywczego i opłacalność produkcji nad interes zdrowia Polaków, pozwalając by kopalnie sprzedawały “opałową truciznę” przez kolejne dwa sezony grzewcze?

Można odnieść takie wrażenie. Tym bardziej, że rozporządzenie już na etapie jego projektowania wzbudzało wątpliwości organów kontrolnych. Miało zabezpieczać przede wszystkim interesy lobby węglowego, a nie prowadzić do ochrony Polaków i środowiska naturalnego przed negatywnymi skutkami zanieczyszczenia powietrza. Poza tym zawarte w dokumencie parametry uwzględniały aktualne możliwości krajowego rynku węglowego, a dopiero później rozpatrywały ich wpływ na ludzi i środowisko.

Co z parametrami?

Projekt nie uwzględniał też parametrów jakości węgla trafiającego do gospodarstw domowych. Maksymalna dopuszczalna zawartość popiołu, siarki czy wilgoci miała przekraczać zalecenia ekspertów nawet o 40 proc. Co więcej, paliwa te nie spełniały norm dla paliw stosowanych w domowych piecach piątej klasy, a tylko takie piece powinny być dostępne w sprzedaży od lipca tego roku.

Ostatecznie niektóre z ułomnych zapisów zostały zrewidowane i gdy wydawać by się mogło, że za obietnicami poprawy powietrza pójdą konkretne i przede wszystkim natychmiastowe rozwiązania, dostajemy rozporządzenie z datą ważności od 2020 r. Po co w takim razie już teraz anonsować tak odległe zmiany? Cóż, za pasem przecież wybory samorządowe…

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

  1. Tylko problem smogu, to w małym procencie spalanie złego węgla. Jednym z nich jest brak polewania ulic miast w lecie i w rezultacie ciągłe wbijanie w powietrze pyłów przez jeżdżące samochody. Inny problem to nowoczesne turbo-diesle z samochodów osobowych (w ciężarówkach silniki nie sa tak wysilone jak w osobówkach). Wysilone silniki (osiągające duże moce z małych pojemności) diesla produkują w olbrzymich ilością tlenki azotu, które z kolei są odpowiedzialne za utrzymywanie się pyłów w powietrzu.

    Wbrew pozorom to ma sens, bo w latach 70-tych było nas 40 mln. Mały procent miał inne źródło ciepła (np. gaz) w kuchni a ogrzewanie było głównie na węgiel. Jednak jeździły tzw. polewaczki po miastach i zmywały drogi. Nie było nowoczesnych diesli. I SMOG BYŁ MNIEJSZY.

Skomentuj