W sobotę w Polsce padły rekordy wytwarzania energii z wiatru – poinformował operator przesyłowy energii elektrycznej PSE. Z jego danych wynika, że o godz. 18.15 farmy wiatrowe pracowały z mocą 6682,8 MW, a w godzinach 17-18 wyprodukowały 6646 MWh.

Jak podkreśla PSE, generacja farm wiatrowych zależy od siły wiatru i ma zmienny charakter. W nocy z niedzieli na poniedziałek polskie wiatraki pracowały z mocą ponad 5 GW, a według prognoz w poniedziałek po południu będzie to poniżej 1 GW – poinformował operator.

Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) ocenia, że w miniony weekend polskie farmy wiatrowe wyprodukowały w sumie 238,2 GWh energii elektrycznej, co stanowiło niemal 35 proc. dziennej produkcji netto w kraju.

Według danych PSEW, w całym styczniu, z uwagi na korzystne warunki atmosferyczne, polska energetyka wiatrowa biła kolejne rekordy, wytwarzając w sumie 2,5 TWh, co jest historycznie wynikiem najwyższym. Tak duża produkcja oznacza, iż energetyka wiatrowa pracowała średnio z mocą blisko 3500 MW, czyli z blisko 50 proc. produktywnością – zauważa PSEW.

Jednak, jak ocenia prezes PSEW Janusz Gajowiecki sektor OZE w Polsce nie wykorzystuje swojego potencjału.

– Bez zmian w prawie może nie powstać żadna nowa elektrownia wiatrowa. Inwestycje, które dziś wchodzą w fazę budowy, to projekty rozpoczęte jeszcze przed wprowadzeniem zasady 10H. Po wejściu w życie ustawy nie rozpoczęła się praktycznie żadna nowa inwestycja wiatrowa w Polsce – podkreślił Gajowiecki. Zasadę 10H czyli minimalną odległość turbin wiatrowych od zabudowań i niektórych form ochrony przyrody wprowadziła tzw. ustawa odległościowa, obowiązująca od 2016 r.

– Bez złagodzenia zasady 10H w tym roku, Polska, nasi konsumenci i gospodarka będą mieli ogromne problemy. Niekontrolowane wzrosty cen może powstrzymać jedynie budowa nowych mocy w energetyce wiatrowej na lądzie. W przeciwnym wypadku konsekwencje mogą być dramatyczne, jeżeli chodzi o koszty energii – podkreślił Gajowiecki.

Czytaj więcej

Skomentuj