Początki brukowanych dróg i ulic w Polsce przypadły na wiek XVIII. Pierwsze odcinki budowano w miastach. Jednak były to rozwiązania dalece niedoskonałe.

Gładkie asfaltowe jezdnie i sznury sunących po nich pojazdów to codzienny widok we współczesnych miastach. I zwykle kierujący nie mają powodu do narzekań. Chyba że są korki lub po zimie pojawią się dziury oraz luźne fragmenty nawierzchni i kamienie, dawniej nazywane tułaczami. Zwłaszcza te ostatnie są groźne nie tylko dla kierujących i pojazdów, ale także dla przechodniów. Patrząc jednak wstecz, można z całą pewnością stwierdzić, że dawniej nie było takich problemów. I to nie dlatego, że nie było samochodów, ale dlatego, że… nie było ulic i dróg publicznych. A te nieliczne były w bardzo złym stanie, o czym dawny kronikarz, Franciszek Sobieszczański, tak pisał: „(…) gnoju i błota po wszystkich ulicach pełno, tak, że przejeżdżającym drogę tamowały. Bruki na wielu miejscach popsowane, na wielu nawet najcelniejszych ulicach wcale ich nie było (…) Przystępu do Wisły żadnego, co po większej części drogość żywności i przeszkodę w budowaniu sprawiało. Wiosenną tedy i jesienną porą nikt do miasta nie przybywał, chyba konieczną zmuszony potrzebą (…)”1. Ponieważ podany opis dotyczy stanu ulic w Warszawie w połowie XVIII w., łatwo można sobie wyobrazić, jak wyglądało to w innych miastach.

Kamienie polne jako myto

Trudno jednak, by było inaczej, skoro np. w stolicy jedynym źródłem pozyskiwania kamieni polnych do brukowania był od dawna stosowany „(…) zwyczay składania kamienia iednego od każdey fury, na targi z produktami dla sprzedaży iadącey, przy rogatkach i wiazdach tak Warszawskich, iako też Pragskich (…)”. Był to więc rodzaj opłaty rogatkowej świadczonej w naturze, który przerwany został przez insurekcję warszawską w 1794 r. i trwał do czasu, gdy po III rozbiorze ziemie te przypadły Prusom. Na wniosek Deputacji Brukowej m. Warszawy władze pruskie przywróciły ten zwyczaj na początku 1796 r. Obowiązywał on jeszcze w 1815 r., kiedy to prefekt departamentu warszawskiego przypominał, iż „(…) każda fura z produktem do miasta przybywaiąca, bez różnicy i ilości koni lub wołów, obowiązaną iest złożyć przy wieździe do miasta, w mieyscu na to oznaczonym kamień naymniey funtów 10 ważący, lub pomnieysze dwa, któreby łącznie naymniey 15 funtów ważyły (…)”2.

Z czasem jednak dawał się odczuwać coraz częściej brak kamieni w okolicy, co najbardziej dotykało ludność przybywającą z produktami na targ. Najlepszym dowodem na skalę tych braków było ogłoszenie władz stolicy, w którym pisano: „(…) maiąc na uwadze, że w następnym roku 1817 wielka ilość kamieni do brukowania ulic w mieście Warszawie będzie potrzebna – wzywa wszystkich, którzy by takowe posiadali, lub do następney wiosny zebrać byli w chęci lub możności, aby kamienie bądź lądem, bądź wodą do Warszawy przystawiali, gdzie za umówić się maiącą ceną natychmiast zapłatę otrzymaią (…)”3. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zamieszczone ono zostało w dzienniku urzędowym aż… w Krakowie. Dlatego m.in. z tych względów wydany został ukaz carski, obowiązujący od 1 czerwca 1817 r., w którym opłata rogatkowa „kamienna” zmieniona została na pieniężną4.

Opłata za woły i konie na budowę dróg

Opłata taka pobierana była od wszystkich zwierząt wchodzących do miasta: większych (konie, woły, krowy) – po 2 grosze oraz mniejszych (cielęta, kozy, owce, wieprze) – po 1 groszu. Zebrana kwota w całości przeznaczana była na potrzeby miasta, w tym także na zakup materiałów do budowy dróg. A do wybrukowania sążnia kwadratowego nawierzchni (czyli 3,2 m2) potrzebne były „trzy fury mierne kamienia zwyczaynego granit zwanego”. Odpowiadało to objętości blisko 1 m3 o wadze ponad 2 ton. Za taką ilość magistrat płacił od 10 do 12 zł „w miarę większey lub mnieyszey dostawy onych”, natomiast za dostawę pojedynczymi furami od 3 do 4 zł. Preferowane jednak były większe dostawy, np. 18 fur, które składały się na 1 sążeń kubiczny (czyli sześcienny), za co ustalona była zapłata w wysokości 72 zł. 

Warto zauważyć, że oferowana była wówczas jeszcze stała cena, natomiast później wszystkie zakupy realizowane były tylko drogą licytacji „in minus”, z obowiązkowym wadium wynoszącym 10% wartości dostawy. Dostarczane kamienie miały być średniej wielkości, czyli „sztuka iedna nie więcey nad 120, a nie mniey nad funtów 5 ważyć powinna, stosuiąc się zaś do powierzchni, kamień iest ten naydogodnieyszy, który ma od 12 do 16 cali płaskiego czoła”.

Zasady brukowania ulic

W tym samym czasie podjęta została pierwsza w Królestwie Polskim próba określenia stałych zasad budowlanych, a tym samym wprowadzenia porządku i regularnej zabudowy miejskiej. W 1820 r. Komisja Rządowa ogłosiła bowiem przepisy o „Policyi Budowniczey dla Miast”, które określały m.in. zasady brukowania ulic, które „(…) ułatwianem bydź ma przez stosowną niwellacyą i uregulowanie spadku, spadek takowy wynosić winien 1/4 lub 1/3 część cala na sążeń, samo zaś wygórowanie czyli obłąkowatość bruku w pośrodku ulicy 15 do 25 cali na 5 do 10 sążni szerokości ulicy wynosić będzie; do podobnego uregulowania bruku właściciele stosować się maią w uregulowaniu przed swemi domami trotoarów, których podniesienie ma bydź w równi ze środkową obłąkowatością bruku ulicy, i w kształcie gradusu przy rynsztoku zakończone (…)”5.

Podobne działania podejmowane były także dla poprawy stanu traktów publicznych, gdyż, jak pisał jed...