Zwiększanie miejsc parkingowych, wbrew pozorom, zwiększa zarówno problem korków na ulicach, jak i ruch samochodowy.

Samochody osobowe pozostają bez ruchu przez 95% czasu, zajmując wartościową powierzchnię ulic, która powinna być wykorzystana bardziej efektywnie. Wciąż w miastach jest za mało terenów zielonych, o które coraz aktywniej upominają się mieszkańcy. Betonowanie dużych obszarów po to, aby przeznaczyć je na infrastrukturę dla samochodów, stało się powszechną praktyką.

Więcej miejsc, większy ruch

Parkowanie zabrało przestrzeń pieszym, a zaparkowane auta stały się przeszkodami, niszczącymi więzi społeczne. Mimo tych szkodliwych działań wiele instytucji i entuzjastów motoryzacji domaga się zwiększenia liczby miejsc do parkowania, wierząc, że to rozwiąże problem stałego braku wystarczającej ich liczby. Tymczasem większa liczba miejsc do parkowania prowadzi do zwiększenia skłonności do korzystania z samochodów, przyczyniając się do zwiększenia korków i emisji toksycznych spalin, ujemnie wpływając na jakość życia w mieście. Przeważnie wtedy twierdzimy, że rozwiązaniem jest większa liczba miejsc parkingowych, bo tak nakazuje „zdrowy rozsądek”. W rzeczywistości im więcej miejsc na parkingu, tym więcej aut na ulicy. Zasada jest prosta: gdy tworzy się udogodnienia dla kierowców, to więcej ludzi zaczyna dojeżdżać samochodem zamiast komunikacją publiczną lub rowerem, generując poważne zagrożenia. Czy na pewno sprawiedliwe jest fundowanie ogromnych darmowych publicznych przestrzeni wyłącznie do wielogodzinnego przechowywania samochodów?

25 m2 dla jednego auta

Kierowcy traktują możliwość parkowania auta jako swoje niezbywalne prawo. Koszty pozostają jednak ukryte, ponieważ zrzucają się na nie wszyscy podatnicy. Dla każdego samochodu trzeba przeznaczyć dwa miejsca parkingowe – jedno pod domem, a drugie przy miejscu pracy, co zajmuje minimum 25 m2. 

Dla porównania 25 m2 to przeciętna powierzchnia naszego dużego pokoju w domu lub mieszkaniu. Statystycznie prawie tyle powierzchni użytkowej mieszkania przypada też w Polsce na jedną osobę. Liczba samochodów, jaką już zgromadziliśmy w naszych miastach, potrzebuje ogromnej przestrzeni wyłącznie do tego, aby te samochody postawić. I tak potrzeba: w Gdańsku blisko 4 km2, w Poznaniu i Wrocławiu po 5-6 km2, 
w Krakowie 6 km2, a w Warszawie prawie 16 km2. A do tego potrzebna jest dodatkowa przestrzeń na dojechanie tych samochodów i wykonanie manewrów zaparkowania.

Samochód jest tak bardzo terenochłonnym środkiem transportu, że musi podlegać ograniczeniom. Inne środki transportu nie potrzebują tak wielkiej przestrzeni i mogą z powodzeniem zastąpić samochody. Liczba samochodów rośnie, więc kierowcy zabierają coraz więcej miejsc przeznaczonych dla pieszych. Człowiek na chodniku miewa często ograniczone możliwości bezpiecznego i przyjemnego poruszania się. Osoba na wózku inwalidzkim lub rodzic z dzieckiem w wózku są zmuszeni do przedzierania się pomiędzy nieprawidłowo ustawionymi autami. Często spotykamy samochody stojące na chodnikach i przystankach autobusowych. Karetka pogotowia czy straż pożarna miewają problem z dojazdem.

Blokowanie miejsc

Samolubni kierowcy zajmują miejsca postojowe przeznaczone dla niepełnosprawnych. W Krakowie na ulicach: Długiej, Rakowickiej, Karmelickiej często zdarzają się przypadki pozostawiania samochodów w taki sposób, że niemożliwy jest przejazd tramwaju, co zaburza funkcjonowanie transportu zbiorowego na dużym obszarze miasta. MPK prowadziło nawet kampanię społeczną pod hasłem „Wystarczy 1,5 m”. 

Zawsze w takich sytuacjach popełniający wykroczenie kierowca tłumaczy się brakiem miejsca do zaparkowania. Dzikie parkowanie skutecznie „zabija” życie w śródmieściu i na osiedlach. Chaotycznie zaparkowane samochody nie tylko mają wpływ na ograniczenie przestrzeni innych, ale również szpecą miasta. Niektóre osiedla bronią się przed inwazją zmotoryzowanych przez ogrodzenie swojego terytorium. Nie jest to dobry sposób, gdyż ogranicza spójność miasta, a równocześnie utrudnia dostęp służb ratunkowych. Potrzeby kierowców niszczą także zieleń miejską. Trawniki stanowią dla zmotoryzowanych kuszącą przestrzeń dla ich ukochanego auta.

Racjonalna polityka parkingowa

Wydatki na drogi od wielu lat nie uwzględniały kosztów parkowania, a właściwie kosztów zajmowania terenów publicznych pod parkowanie. Rozwiązania problemów z samochodami trzeba szukać w racjonalnej polityce parkingowej, polegającej na zarządzaniu popytem na parkowanie na jezdniach ulic oraz regulacji parkowania poza przestrzenią jezdni. Na parkowanie na ulicach oraz na wielopoziomowych parkingach trzeba spojrzeć jak na towar, a nie dobro publiczne. Towar ten, jak każdy inny, musi podlegać grze rynkowej poddanej zasadzie podaży i popytu. Należy budować ich mniej, a obciążać użytkowników większymi opłatami i lepiej nimi zarządzać.

Opłaty za parkowanie w całym mieście 

Od bardzo dawna systemy płatnego parkowania funkcjonują w europejskich miastach. Nie ma bowiem możliwości rozwiązania braku przepustowości w centrach miejskich bez tego instrumentu. Zawsze bowiem popyt na parkowanie w obszarze centralnym miasta przekracza możliwości podaży, stąd jednym z podstawowych narzędzi w gospodarce rynkowej jest ustalenie opłaty, która dostosowuje popyt do podaży. Okazuje się jednak, że opłata za parkow...