Nie wierzymy, że Ziemia jest płaska, ale też nie wierzymy, że coś jej śmiertelnie zagraża. Nie ufamy przemądrzałej nastolatce, która chce nas przestraszyć losami planety, i nie traktujemy poważnie katastroficznych wizji przekazywanych w filmach i literaturze – uważamy, że to tylko taka fantazja, moda. Słusznie uważamy, że w realnym świecie należy działać racjonalnie, zachować dystans, nie ulegać histerycznym naciskom, nieuzasadnionym lękom i obawom, swoje postępowanie opierać na racjonalnych kalkulacjach. No właśnie…

Czy zmiany klimatyczne rzeczywiście doprowadzą do zagłady naszej cywilizacji? Czy to ewentualne ryzyko zmniejszy się, gdy będziemy jeść mniej mięsa lub realizować inne tego typu zalecenia? Nie jesteśmy naiwni, oczekujemy racjonalnych odpowiedzi. Nasze codzienne życie toczy się w praktycznym wymiarze, musimy kalkulować zamiary i porównywać je z bieżącymi budżetem. A przyszłość, o którą się troszczymy, nie różni się tak bardzo od teraźniejszości, jest realna, mniej abstrakcyjna niż katastroficzne wizje. Ale może jednak jest coś na rzeczy – te upały, więdnące rośliny, wysychające rzeki, a potem ulewy, woda zalewająca ulice i domy. Przecież widzimy, że coś z tym należałoby zrobić. Musimy też przyznać, że nasza aktywność byłaby w tym wypadku racjonalna.

Pomoc środowiska

Więc przekalkulujmy, zostawiając na boku argumenty wychodzące z przesłanek moralnych, zakładających, że przeciwdziałanie zmianom klimatycznym jest naszą powinnością. Zacznijmy liczyć, traktując środowisko jako zasób, będący podstawą naszego trwałego rozwoju. Policzmy, ile warte są czysta woda, świeże powietrze, możliwość spaceru w lesie czy żeglowania po jeziorze. Potraktujmy to jako usługi świadczone nam przez środowisko. Ile jesteśmy skło...