Polityka USA wobec odnawialnych źródeł energii jest ambiwalentna. Z jednej strony rząd chce chronić miejsca pracy i innowacje amerykańskich przedsiębiorstw, a z drugiej promuje paliwa kopalne i rezygnuje z ambitnej polityki klimatycznej.

Najważniejszym powodem rozwoju OZE w USA był spadek kosztów produkcji energii z wiatru i fotowoltaiki. W latach 2009–2016 uśredniony koszt energii elektrycznej produkowanej przez turbiny wiatrowe spadł o 66 proc., a przez panele fotowoltaiczne – o 85 proc.

– Dlatego instalacje OZE stały się konkurencyjne wobec konwencjonalnych źródeł energii – przede wszystkim węgla, a częściowo również gazu. Biznesowa opłacalność wpłynęła na upowszechnienie się inwestycji, nawet w stanach takich jak Teksas, który stał się największym producentem niewodnej energii odnawialnej w USA – wyjaśnia Marek Wąsiński z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Składowisko azbestu 300 x 250

Drugim czynnikiem zapewniającym rozwój branży była polityka federalna i stanowa. W przeciwieństwie do UE, w USA na poziomie federalnym nie wyznaczono celów udziału OZE w strukturze energetycznej. Jednak już od kryzysu naftowego w 1973 r. zaczęto postrzegać zielone technologie jako korzystne dla bezpieczeństwa energetycznego USA, zmniejszają one bowiem zależność od importowanych paliw kopalnych.

Zmiana polityki

Osiągnięcie konkurencyjności OZE względem konwencjonalnych źródeł spowodowało, że na różnych szczeblach władzy rozważane jest zaniechanie subsydiowania branży. Część ulg federalnych ma wygasnąć do 2021 r.

– Ponadto przy okazji reformy podatkowej (obniżającej CIT z 35% do 21%) uchwalono przepisy, które uniemożliwią od 2025 r. korzystanie z ulg podatkowych przez firmy wyprowadzające dochody poza granice USA, a do 2025 r. ograniczają możliwość odpisów do 80 proc. kwoty inwestycji. Tym samym konsorcja międzynarodowe inwestujące w amerykańskie OZE stracą możliwość skorzystania z ulg podatkowych – zaznacza Marek Wąsiński.

Sytuację OZE pogorszy również zerwanie z polityką redukcji emisji gazów cieplarnianych na poziomie federalnym – wycofanie się obecnej administracji z realizacji Clean Power Plan oraz wyjście z porozumienia paryskiego. Co więcej, administracja Trumpa wprowadza ułatwienia dla sektora wydobywczego np. poprzez odejście od przepisów wymagających raportowania emisji metanu ze złóż. W projekcie budżetu na 2018 r. prezydent proponował obniżenie funduszy na badania czystych technologii o 70 proc. (Kongres jeszcze tego nie przyjął), na 2019 r. zaproponował ponownie redukcję tych funduszy o 65 proc.

Znaczący negatywny wpływ na rozwój energetyki słonecznej mogą mieć cła nałożone na panele i ogniwa fotowoltaiczne. Wyniosą one od 30% wartości w pierwszym roku do 15 proc. w czwartym (pierwsze 2,5 GW mocy urządzeń będzie zwolnione z cła), co zmniejszy opłacalność tych instalacji. Choć opłaty w założeniu miały chronić krajowych producentów, z których inspiracji zostały wprowadzone, wydaje się, że będą zbyt niskie, by skutecznie wspomóc ich w konkurencji z tanim importem.

Brak spójnego podejścia

Ambiwalentne podejście administracji Trumpa do sektora OZE powoduje, że jej działania nie będą miały przełomowego znaczenia dla rozwoju branży. Takie nastawienie władz federalnych będzie jednak utrudniało rozwój czystych technologii energetycznych. W tej sytuacji władze stanowe będą pełnić istotniejszą funkcję w tworzeniu korzystnych warunków dla inwestycji w technologie niskoemisyjne.

Z powodu różnic w podejściu do polityki klimatycznej stanów i władz federalnych należy oczekiwać, że USA nie będą w stanie wypracować długoterminowych planów redukcji emisji, które wywierałyby presję na szybszy rozwój OZE. – Mniejsza przewidywalność warunków biznesowych, wynikająca z braku spójności polityki gospodarczej, klimatycznej i energetycznej, utrudni podmiotom amerykańskim konkurowanie na rynkach światowych – uzupełnia Marek Wąsiński.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

1 Komentarz

  1. Jak się zdaje, sytuacja OZE w USA jest tylko pochodną założenia, jakie prawdopodobnie zostało przyjęte, że o warunkach życia w przyszłości decydować będzie potencjał gospodarczy i militarny do obrony i zdobywania kurczących się zasobów, a rozwój tego potencjału wymaga energii, która przy obecnym poziomie technologii zdominowana jest przez paliwa kopalne i rozwój potencjału byłby sztucznie hamowany przez ograniczanie ich stosowania. Możliwe też, że był też bardziej prozaiczny powód – nadwyżka paliw kopalnych, którą trudno spieniężyć w drodze eksportu, więc trzeba ją zaprząc do własnej gospodarki.
    Niemniej, konkurencja ze strony paliw kopalnych może też skutkować szybszym rozwojem technologii OZE. Jeśli tak się stanie, obecna administracja przejdzie do historii jako przełomowa dla rozwoju.

Skomentuj