Samorządy i eksperci branży gospodarki odpadami wielokrotnie apelowali: „selektywna zbiórka powinna być obowiązkowa!”. Dzięki nowelizacji ustawy czystościowej tak właśnie się stanie. Jednak w tym przypadku znów sprawdziło się stare powiedzenie: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić.

Karanie za niesegregowanie odpadów wydaje się rozwiązaniem ze wszech miar logicznym. Skoro nasz kraj, a w ślad za nimi gminy, narażone są na kary za niespełnienie wymaganych przez Unię Europejską poziomów recyklingu, to dlaczego współodpowiedzialnością nie obarczać mieszkańców? Ale nie chodzi nawet o kary, a o edukację i wypracowanie nawyku.

Szymon Pewiński - Wydawnictwa Plus Abrys (zdjęcie)
Szymon Pewiński, redaktor “Przeglądu Komunalnego”

To tak nie wolno?!

Wejdźmy w buty przeciętnego Kowalskiego, który przez sześć ostatnich lat mógł wybierać, czy chce płacić za odpady mniej, czy więcej. Zwykle deklarował oczywiście niższą stawkę, segregując odpady lepiej lub gorzej.

Nie łudźmy się, że motywacją była tu ochrona środowiska. Najczęściej stanowiła ją ekonomia. Ale, w kontekście wprowadzanych właśnie zmian, równie istotna okazała się, wspomniana już, możliwość wyboru jednego z dwóch rozwiązań, z których oba były zgodne z przepisami. Czyli: „płacę np. 13 zł ale, jeśli nie mam ochoty babrać się w śmieciach i stać mnie na to, zapłacę 26 zł i nadal jestem praworządnym obywatelem”.

Teraz ma być inaczej. Przez zmianę jednego zapisu w ustawie, ten przeciętny, ale nieco bogatszy i bardziej leniwy Kowalski (to nie przypadek, bo sondaż „Rzeczpospolitej” wykazał, że ci lepiej sytuowani mniej przejmują się selektywną zbiórką) dowie się, że przez kilka ostatnich lat postępował źle. Dowie się także, że jeśli nadal będzie robił, to do czego się przyzwyczaił, to wójt, burmistrz czy prezydent miasta nałoży na niego karę.

Karać czy nie karać?

I tu warto na chwilę się zatrzymać. Nowelizacja ustawy nakłada na władze gminy obowiązek ukarania takiego niesegregującego odpady Kowalskiego (pomijam już kryteria na podstawie których przyjdzie oceniać czy odpady są segregowane, czy nie, bo o tym mówili nasi rozmówcy).

Obawiam się, że kara administracyjna za niesegregowanie odpadów dobrze wypadnie tylko w teorii. Skrupulatnie nakładane kary nie byłyby bowiem odosobnionymi przypadkami. Dane Związku Gmin Wiejskich RP wskazują, że co czwarty właściciel nieruchomości deklaruje obecnie brak segregacji odpadów. A w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich i tak wygląda to nad wyraz dobrze.

Nawet jeśli ponad połowa z tych 25 proc. zmieniłaby zdanie, nadal pozostaje 10-12 proc. właścicieli nieruchomości do ukarania. Ilu burmistrzów czy wójtów podejmie polityczne ryzyko karania 10 proc. swoich wyborców? Samorządowcy i prawnicy sami przyznają, że sam proces nałożenia kary będzie żmudny, czasochłonny i nie zawsze skuteczny.

Ale nawet, gdyby taki nie był, to nikogo nie trzeba przekonywać, że samorządowcy – zwłaszcza w roku wyborów – jak ognia unikają narażania się mieszkańcom jakimikolwiek podwyżkami. Przez ostatnie lata rosły ceny gospodarowania odpadami. Ale opłaty dla mieszkańców już nie. Pech chciał, że właśnie w 2018 r. przez Polskę przetoczyła się plaga pożarów, a rząd wprowadził generujące dodatkowe koszty obostrzenia dla gospodarujących odpadami. Bańka pękła, ale dopiero po wyborach.

Mikołaj Maśliński z kancelarii SMM Legal zwraca też uwagę, że bardzo podobny mechanizm działa w przypadku obowiązku podłączania nieruchomości do systemu kanalizacji. Burmistrz czy wójt musi karać za niepodłączenie się, ale tego nie robi.

Drobne przeoczenie

Żeby była jasność – wina za taki stan rzeczy nie leży tylko po stronie samorządowców. Ci funkcjonują bowiem w ramach określonego systemu prawnego, który – jak widać na przykładzie ostatnich miesięcy oraz nowelizacji ustawy o u.c.p.g. – bywa nieprzewidywalny.

W ramach pracy nad jej nowelizacją, Ministerstwo Środowiska najpierw mówiło o czterokrotności, potem o dwuktrotności stawki maksymalnej za segregowane odpady. Stanęło na rozwiązaniu zakładającym stawki od dwu- do czterokrotności. Gdy ustawa była już Sejmie, prawnicy zauważyli, że zwielokrotniona opłata powinna być obliczana od stawek ustalanych przez gminy, a nie od stawki maksymalnej. Strona rządowa zgodziła się na takie rozwiązanie.

I wtedy eksperci częściej niż dotychczas zaczęli zwracać uwagę, że podwyższona opłata ma stanowić karę administracyjną, a segregacja odpadów ma stanowić obowiązek. Media wcześniej rzadko podchwytywały ten temat. I trudno im się dziwić, bo w gąszczu zmian w ustawach „odpadowych” miały ich w bród. Podobnie jak prawnicy i eksperci mieli pracy nad kolejnymi paragrafami kolejnych, kolejnych i kolejnych zmienianych ustaw.

Efekt jest taki, że samorządy domagające się od lat wprowadzenia sankcji za niesegregowanie odpadów nie spodziewały się, że stanie się to w takim trybie.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

7 Komentarze

  1. Jan sceptycznie podchodzi do wykorzystania paliwa z odpadów w energetyce, ilość żużli, popiołów i pyłów jest pochodną jakości paliwa oraz procesu spalania i nie powinna przekroczyć 10%, elektrociepłownie spalając paliwa alternatywne, nie generują tyle odpadów z procesów spalania ca spalarnie odpadów, gdzie poddaje się spaleniu wszystko co palne i nie tylko.

    Popioły można odzyskać na przykład poprzeć cementację do produkcji kruszyw.

    Emisje CO2 generowane są również podczas spalania np. metanu, zaś centralne jednostki ciepłownicze prawie w ogóle nie generują pyłów do atmosfery tym samym nie są źródłem niskich emisji (smogu)

  2. Energetyk napisał dokładnie jak to wygląda. Nawet gdyby wszyscy idealnie sortowali odpady, to i tak ktoś je musi poddać recyklingowi, a zakłady recyklingu są dobijane zmianami w prawie i rosnącymi obciążeniami (operat ppoż, monitoring, magazynowanie, nowe decyzje). RIPOKI nie mają komu przekazywać wysortowanych plastików, tylko część frakcji cieszy się zainteresowaniem. Składować – nie można. Recykling – coraz mniej firm za większe pieniądze. Spalarnie – lepsze niż pożary składowisk, ale też jak Jan napisał, zostają żużle (ich recykling jest możliwy, ale drogi, na nasze warunki poza zasięgiem), dochodzą pyły i duże emisje metali ciężkich. Jak nie spojrzeć, jest coraz gorzej, głównie przez nieprzemyślane zmiany w prawie.
    Jak ludzie z Ministerstwa mogą twierdzić, że nowe przepisy uderzą w mafię śmieciową, skoro ona nie respektuje żadnego prawa? Dobijają legalnie działające firmy i spowodują rozkwit szarej strefy.

  3. Energetyk zapomniał, że spalarnia daje 30% spalonej masy w postaci żużli, popiołów i ekstremalnie niebezpiecznych pyłów. Europa w tym także Polska powinna rozwijać nowe technologie recyklingu i dlatego segregacja musi być coraz lepsza. Do spalenia każdej tony niby wspaniałego paliwa z odpadów trzeba dopłacić kilkaset złotych.

  4. widać ciągle trudno się przebić z podstawowymi problemami w gospodarce odpadami, wymyślili remedium na wszystko w postaci segregacji odpadów, jakby dzięki temu odpady miały zniknąć samoczynnie, recykling na wyjściu od recyklera w odniesieniu do ilości odbieranych odpadów to max 30% a faktycznie ledwo dochodzi do 20% nie wiele lepiej jest we wzorcowych Niemczech, gdzie uzyskuje się faktycznie ponad 60% poziomu recyklingu ale w odniesieniu do wejścia odpadów na sortownię !!!!!!!!!!!!!!!!!! balast posortowniczy kierowany jest do odzysku energetycznego. My zaś mam zakłady recyklingu na kilka wybranych surowców wtórnych, zaś na większość zebranych surowców wtórnych nie ma zainteresowania rynku, mamy ograniczenia w składowaniu odpadów palnych ( 6 GJ), uszczelnia się nielegalne składowanie odpadów, nie ma regulacji prawnych do budowy lokalnych zakładów termicznego przekształcania odpadów (elektrociepłowni), nadwyżka frakcji palnej częściowo trafia nielegalnie na istniejące składowiska, reszta jest magazynowana i desperacko podpalana, tu jest źródło pożarów. Przykro było słuchać wczoraj wywody wice ministra Pana Mazurka który coś plótł o długości magazynowania odpadów o monopolach i segregacji i ani razu się nie zająknął o prawdziwych problemach występujących w branży odpadowej, dochodzimy do absurdalnych cen za odpady, gdyż składowiska, spalarnie, zakłady recyklingu nie chcą przyjmować bo nie są wstanie wszystkich surowców z odpadów lub dają ceny zaporowe. Instalacje odbierają odpady od mieszkańców, przetwarzają odpady, są zależne od rynku odbioru odpadów z instalacji, które w przeciągu ostatnich trzech lat wzrosły ponad trzy krotnie, a i tak nie ma na nie zbytu.

    Jeśli w niedługim czasie nie powstanie sieć elektrociepłowni na bazie paliwa z odpadów, to RIPOKI czy chcą czy nie chcą będą zmuszone odmawiać przyjęcie odpadów od mieszkanców

    • Co by nie powiedział P ,,energetyk” racja ! a co do RIPOk-ów to ?? już !!odmawiają , władza wymyśla kary cuda wianki ale tak właściwie za wszelką cenę to póki co ceni sobie święty własny spokój więc ? udaje że jednak problemy rozwiązuje.Nie chcę być prorokiem , ale sadzę że problem z odpadami dopiero się w Polsce zaczyna i niebawem wszystko to runie i przyklęknie.

Skomentuj