Czyli rzecz o sytuacji w Polsce, o naszej mentalności, kiepskich pomysłach, o ucieczce i chowaniu dzieci przed naturą. O tym i o wielu innych problemach w kontekście przestrzennego rozwoju naszych miast.

Przyzwyczajeni jesteśmy do opowiadania bajek przez polityków i samorządowców – zwłaszcza jeśli chodzi o zieleń w mieście. Prym wiodą tu także marketingowcy z treściami, które serwują nam na billboardach. Wierzymy w te bajki i ufni, jak nasze pociechy, poddajemy się tym opowiastkom, zapatrzeni, zasłuchani i zauroczeni, czekając na happy end, który w powyższych przypadkach jednak często nie nadchodzi. Dziwna jest ta nasza ciągła wiara w te bajki. Mimo że wszyscy wiemy z lekcji biologii, że gdy pocałujemy ropuchę, to nie zmieni się ona w księcia czy księżniczkę, tylko co najwyżej przytrujemy się trochę substancjami z jej gruczołów, to jednak nadal całujemy, pełni nadziei na pozytywne zmiany. Zmiany, które zachodzą w przestrzeni, to fakt, ale czy w dobrym kierunku? No właśnie, nie! Nasze całowanie zmienia krajobraz miasta z ropuchy w siedmiogłowego smoka, ziejącego gorącym powietrzem, bazyliszka, zamieniającego spojrzeniem wszystko wokół siebie w beton.

Kulturę i animację w takim otoczeniu możemy włożyć między bajki. I nie pomoże tu czarowanie przez samorządy „zielonymi facebookami”. Coraz bardziej przypominamy piratów łupiących, grabiących przestrzeń, tworzących w miastach bezludne wyspy, czyli wyspy ciepła.

Jajka na betonie

Dzięki tym – wręcz baśniowym – zmianom, serwowanym nam przez projektantów przestrzeni, publicznych architektów krajobrazu, architektów pospołu z samorządowcami i konserwatorami zabytków, możemy czuć się jak bohaterowie niejednej fantastycznej historii. Pierwszy z brzegu przykład? Chcesz się poczuć jak jeden z bohaterów z Baśni 1000 i jednej nocy, wybierz się w lecie na rynek miejski. Temperatura jak na pustyni, cienia nie uświadczysz, roślin też, drzewa to fatamorgana, a fontanna na środku wygląda jak lampa Aladyna. Ktoś powie, że można przecież tę przestrzeń świetnie animować. Tak, oczywiście. Wystarczy zaprosić pana Makłowicza i zrobić pokazy smażenia jajek na betonowej płycie rynku, a potem warsztaty z cucenia i reagowania na udar słoneczny, zorganizowane przez lokalną grupę ratowników. Ale koniec żartów. Do animacji przestrzeni potrzebny jest jednak użytkownik świadomy, odbiorca w pewien sposób przygotowany i z otwartą głową. Sęk w tym, że „produkcja” użytkowników poszła w inną stronę.

Już nie wychodzą na dwór czy na pole

„Bo spadniesz z trzepaka!”, „Bo przetrzesz sobie kolana!”, „Zostaw tę dżdżownicę!”, „Nie bij kolegi, bo się spocisz, synku!”. Tego już nie usłyszymy na polu czy na dworze. Dzieci już tam nie wychodzą, nie wracają umorusane i szczęśliwe. Dlaczego? Bo kleszcze, bo zarazki, bo pedofil w krzakach czy inne takie. Siedzą więc dzieci we wnętrzach, za szybami lub na zajęciach dodatkowych z japońskiego, francuskiego czy garncarstwa. A potem, hop! Do SUV-a i do domu, gdzie już czeka „plejstejszyn”. Coraz rzadziej spotykamy dzieci samodzielnie bawiące się, ganiające czy wchodzące w przestrzeń całymi sobą, z potencjałem dziecięcej, niczym nieograniczonej fantazji, która staje się tłem dla spektakli, baśni i bajek. Teatrem nieskończonej i budującej kreatywność, zaradność, wytrzymałość i pomysłowość wyobraźni. Zabraliśmy im to w związku z odczarowywaniem przestrzeni. Teraz miejsce tego teatru zajęły samochody i parkingi. Trzepaki to również rzadkość.

Przestrzeń jako tło szerokiego wachlarza możliwości

Siłownie na świeżym powietrzu – szczyt naszego wykorzystania przestrzeni do rekreacji czynnej, poza tym spacer z psem, bieganie i rower. A, i jeszcze grill na plastikowych krzesełkach. To wszystko, co siedzi w naszej głowie, jeśli chodzi o to, co możemy robić na zewnątrz. Dla naszych dzieci mamy natomiast systemowe, ogrodzone place zabaw, które nijak nie budują i nie rozwijają ich wyobraźni. Jedynie można sobie na nich poprzesuwać jakiś suwak z bolcem, umieszczony w płycie. Moim zdaniem, właściwie wszystko, co robimy wewnątrz naszych budynków, możemy przenosić na zewnątrz – zabawę, pracę, rekreację i wypoczynek. Wystarczy tylko stworzyć przestrzenie, które faktycznie są dla dzieci czy dorosłych, a nie jedynie spełniają ...